Witajcie, Czytelnicy i Czytelniczki!
W
tym tygodniu, a nawet dzień później (za co strasznie przepraszamy)
kontunuujemy naszą przygodę z zespołem One Direction, Emily i resztą jej
paczki. Kolejne 4 rozdziały, kolejne mniej lub bardziej zaskakujące
zwroty akcji, ubaw po pachy i jeszcze więcej miłości. I jeszcze troszkę.
Zapraszamy!
Rozdział 4
O nie.! Nadszedł ten dzień w którym nic mi się nie chciało [nie martw się, Analizatorom też się
czasem nie chce],
ale musiałam podnieść dupe i się uszykować. Tak to była wigilia. Miałam iść do
Harrego. Poszłam pod prysznic. Wyszuszyłam i wyprostowałam włosy. A ubrałam to
Cienie do powiek ubrała razem z pudełkiem
Moje ulubione trampy. Mrauu. <3
Mrauu, kici kici <2+1
<|-3|
Wyszłam z łazienki i spojrzałam na telefon. Sms od
Harrego. "Hej piękna mój przyjaciel przyjedzie po ciebie. Przecież nie
będziesz się tłukła metrem ;D Do zobaczenia. :)" Odpisałam "Harry do
jasnej cholery nie jestem gwiazdą [Lepiej. Jesteś Merysójką] nie
muszę wszędzie jeździć samochodem. Ale miło że pomyślałeś o mnie Dzięki. Do
zoba. :D" Jego odpowiedź. "Podałem mu nr tele do cb. :D Jak będzie
pod twoim domem to ci napisze smsa. :D". Zajebiście a komu jeszcze podał
mój nr. ?
Spacja symbolizuje jakieś nieme pytanie?
Może podzielił się nim na swoim blogu. Ja pierdole na
za dużo sobie pozwalał. Zeszłam na dół. Mike nie było. Już pojechał była
dopiero 09.00. Ups no tak miał do przejechania jakieś 300 km. To dlatego.
Zrobiłam sobie kawę. Mmm ten aromatyczny zapach. Awh dawno kawy nie piłam.
Wypiłam kawę.
Jej, już myślałam, że zostawiła zrobioną i niewypitą!
Z heroiną nigdy nic nie wiadomo.
Zabrałam się za
pieczenie ciasta. No przecież nie pójdę bez niczego. Zrobiłam babkę
czekoladowo-waniliową. W polewie z białej czekolady. I z posypką z orzechów
włoskich. Mniam ja już chcę tą pieprzoną wigilię ja chcę ciasto.
Oto, moi drodzy, istota świąt.
Oto, moi drodzy, przykład, że merysójki są zawsze
wszechstronnie uzdolnione. No bo przecież nie mogą w niczym być do bani!
I moją dietę szlag trafił. No tak jestem choreografem
przyszłym więc nie mogę tyle jeść. Eh chyba przeżyję.
Niestety
Musisz przeżywać?
Zapakowałam moją śliczną babeczkę patrzę na zegarek a
tu 16.00.
Czy Ałtorki mają
alergię na przecinki?
O nie to teraz szybko lecę na górę się przebrać i o 17
przyjedzie po mnie ten kumpel Harrego. Poleciałam na górę i sekundowo
przebrałam się w to
Sekundowo nawet paznokcie przemalowała
Poprawiłam włosy i założyłam soczewki. No tak Harry nie
wiedział że noszę okulary, bo mnie w nich nie widział. Żadko noszę okulary.
Może jeszcze „Żabko, noszę okulary.”
No logiczne, że nie
wiedział, że nosisz, jak mu się nigdy w nich nie pokazałaś.
Czasami. ;) Dobra wyszłam z łazienki i zapakowałam do
torebki to co było potrzebne. Miałam jeszcze jakieś pół godziny więc usiadłam
do pianina i zaczęłam grać kolendy.
Kolędy, Ałtorko, kolędy!!!
Może miało być
Molendy, był jakiś taki piosenkarz :D
To był ten od polskich piosenek z „Camp rocka”, co je z Farną śpiewał
chyba.
Pamiętam jak moi
rodzice jeszcze tyle nie pracowali i co roku na gwiazdkę razem śpiewaliśmy. Ale
jak miałam 14 lat to zaczęli więcej pracować. Wtedy uciekłam w rap. To było
moje sacrum.
Kurczę. Boże Narodzenie minęło, a ja chciałam zrobić zrzutę na słownik
dla aŁtorki pod choinkę.
No chyba, że na cały zestaw słowników?
Jak rapowałam czułam się wolna. Otwarcie śpiewałam o
tym z czym miałam problemy. Jak chłopak zerwał ze mną napisałam piosenkę o tym
jak bardzo cierpię. I w ogóle.
Ten przekaz
Jak Taylor S.
Moi rodzice
bardzo dużo pracują.
Zdaje mi się, ze gdzieś już to słyszałam… A! Parę linijek temu!
Moja matka pracuje w Firmie [tej? http://www.youtube.com/watch?v=cjQhBB356BU
][Przecież to rapsowy świat] gdzie będę mieć praktyki. Jest to takie jakby
studio gdzie są choreografowie. No i różni piosenkarze przychodzą no i wymyśla
się im układy na koncerty do teledysków.. itp. Moja mama siedzi za biórkiem, wymachuje piórkiem i dużo jej za to płacą.
Też chcę, żeby mi dużo płacili za siedzenie za biurkiem
Skoro jej mama pracuje w TEJ Firmie, to wiesz, hajs kroi się sam.
Ja będę pracować jako choreograf. Mój ojciec jest
sędziom.
Omnomnom
Tak wiem że chujowa praca. Cholernie wczułam sięw to
granie i kiedy skończyłam to ktoś bił mi brawo. Bałam się, ale mimo strachu
odwróciłam się. Był to mulat. Domyślam się że to ten kumpel Harrego.
Bo wszyscy kumple Harry’ego muszą być mulatami. Of course. Btw. czy oni
nie mają w domu drzwi?
Ten kumpel
Harry’ego, brzmi jakby był Wybrańcem czy coś.
- Dzięki. - ja
- Dobra Harry mówił że jesteś inna ale czemu się nie
drzesz obcy chłopak ci do domu wszedł. - Mulat
- Czemu mam krzyczeć.? – Biała - Masz całkiem przyjazną twarz więc krzywdy byś
mi nie zrobił [siła dedukcji] pozatym ćwiczyłam karate kiedyś. No i mam
starszego brata[który aktualnie jest
300 kilometrów stąd],
a raz próbowano mnie zgwałcić.
I mówię to każdemu kogo spotkam, bo właściwie mnie to nie rusza.
Zwykła szara
codzienność.
Jeden gwałt w te czy we w tę.
Uwierz mi że bym cię jedną ręką pokonała. –
uśmiechnęłam się.
- Ah no to widzę że niezły z ciebie numer.
Gwałcą przecież tylko niezłe numery.
Wyobraziłam sobie idący numer telefonu i jak
gwałciciel na niego napada. Nevermind.
Jestem Zayn. A ty pewnie jesteś Emily.? - Zayn
- Taaa możesz mówić do mnie Em. – ja
- Spoko to jedziemy.? – Zayn
- Nom luzik. – ja
Założyłam kurtkę, Wzięłam torbę i babkę i poszliśmy.
Nie wiem czemu wyobraziłam sobie, jak bierze pod rękę babcię…
Dojechaliśmy do ich domu. Jezu jaki piękny dwa razy
ładniejszy od mojego a Harry się moim zachwcał.
Jezus One Direction był dwa razy ładniejszy niż Jezus Emily, a Harry i
tak zachwycał się tym Jezusem Emily. Dobrze zrozumiałam?
Czyli w tym opku
dowiadujemy się, że Jezusów było dwóch?
Może po prostu są różnego wyznania i wyobrażenia o
Jezusie są różne?
Ja znałam pięciu kiedyś…
Weszliśmy do środka.
- Jesteśmyy .! -krzyknął Zayn. I zaraz nie wiadomo jaki
i kiedy wszyscy kumple Harrego stali obok mnie.
Jaki – kumple Harry’ego
- Cześć jestem Niall. - Uśmiechnął się blondynek
- No Czee jestem Em. - odwzajemniłam uśmiech.
- OoO Em już jesteście. - Harry dał mi buzi w policzek.
- Nom tak jesteśmy. - Czułam się nieswojo. Znałam tylko
Harrego.
Słonko, ledwie znałaś Harry’ego, ledwie
- To jest Liam a to Louis. Nialla i Zayna już znasz. -
Harry.
- Miło poznać. - ja
- Nam też. Ty naprawdę nie znasz One direction. ? -
Zayn
- No nie. Ale Harry mnie o ten zespół pytał i teraz ty.
Co to jakieś dobre dupy . ?- ja
Yhm, bo co innego może określać zespół, jeśli nie dupy?
No bądź co bądź
każdy dupę ma.
I to jakie tyłki!
- No nie koniecznie. To jest pięć chłopaków. - Liam
- Bardzo fajnych chłopaków. – Niall
Skromność, Niall,
skromność!
Niall to największy fan One Direction!
Większy niż ty, Mika? Niemożliwe ;o
- Yy mam pytanie ale weź się nie obraź. Czy ty jesteś
homoseksualistą. ? - Zwróciłam się do Nialla
- Yy mam pytanie ale weź się nie obraź. Czy ty jesteś nienormalna. ?
- Nie. !! Fuu. - Niall
- Aha spoko. - ja. On mnie robi w konia. Przed chwilą
mówił że ci chłopacy są fajni. Coś tu nie
gra.
- Shut
the door, turn the light off I wanna be with you... - To był telefon
Nialla. Poszedł
odebrać.
- To było to całe One direction. ?- ja
Chcesz żeby się
chłopcy obrazili?
- Mhym - potwierdził Lou
- Szczerze wam powiem że najgorsi to oni nie są. Ale
rewelacji też nie ma. Na serio wy ich tak lofciacie. ? - ja
- Serio to my ich znamy i ty też znasz jednego z nich
nawet nie wiesz jak dobrze. – Liam
No my też nie wiemy jak dobrze…
- yhym. - chrząknął Harry
- Dobra ja nie wiem o co wam chodzi a co do tych
chłopaków. To ciekawe jakby zarapowali ... - ja
- Hehehe oni rapować? Nie.- Harry
- Czemu ja też tak mówiłam o sobie. Dopuki nie
spróbowałam.
Ja też nie spróbowałam dopuki. Gdzie można to dostać?
Pewnie jej mama ma
to w biórku.
Było od razu mówić, że jej matką jest Telimena!
A później zakochałam się w rapie. I teraz towarzyszy mi
przy każdej czynności. Pod prysznicem, jak robie kawe, jak ide spac, jak się
uczę. Cały czas. Moja przyjaciółka niedługo przyjeżdża koniecznie musicie
ją poznać. Ona też rapuje. Ale człowieku jak ma głos jak śpiewa normalnie. Nie
uwierzysz dopuki [nosz przecież to
nawet Word podkreśla ;_;] nie
posłuchasz. Razem kiedyś miałyśmy swój zespół, ale później ten rap no i teraz
tak sobie nawijamy z naszymi przyjaciółmi. - ja
- Wow. Z chęcią poznam twoją przyjaciółkę. -
Zayn.
- Dobra to może tak byśmy coś zjedli.? - Niall. Wszyscy
wybuchnęli śmiechem a ja totalnie nie wiedziałam o co chodzi.
Nie przejmuj się, Emily, ja też nie wiem.
Stawiam, że Mika,
nasz Directionolog nam wytłumaczy.
Niall uwielbia jeść. Jak sam mówi „Śpij, aż będziesz głodny, jedz, aż będziesz śpiący.” Tak, ja wiem dużo. Dlatego czasem moje
komentarze mogą być mało obiektywne w tym opku, co może również wynikać z tego,
że po prostu ich uwielbiam. Nie nic. Hahahaha. Tak czy siak. Czytajcie dalej XD
Długo rozmawialiśmy i około 20 usiedliśmy do stołu.
Niall z wielkim smilem zaczął pałaszować wszystko co mu w ręce wpadło. Ahaa !
Po kolacji pomogłam posprzątać i wszyscy poszli się usiąść przy kominku. Harry
i Zayn gdzieś poszli.
Ja naprawdę próbuję nie mieć tu skojarzeń!
A my sobie
gadaliśmy.
- Harry mówił że grasz na gitarze. ?- Lou
- No troche. - ja
- Zagraj nam coś. - powiedział Niall podając mi gitarę.
No to ją wzięłam i zaczęłam grać Someone like you- Adele.
Przyzwyczaiłam się już do sposobu zapisu dialogów w tym opku, wskutek
czego byłam pewna, że to Adele pojawiła się nagle nie wiadomo skąd i
wypowiedziała tytuł własnej piosenki nie wiadomo po co.
Szczerze to lubię tą [tę!] piosenkę. Grając zaczęłam sobie troche śpiewać. Kiedy
skończyłam chłopacy zaczeli klaskać.
- Dajcie spokój. Nie jestem taka dobra. To było nic w
porównaniu do Adele. - ja
- A mówiłaś że słuchasz tylko rapu. – Liam
- Przyznam bez bicia że nie tylko. - Uśmiechnęłam
się.
Kto by Cię chciał
bić, Merysójko, no kto?
Ja!
Siedzieliśmy tak dosyć długo. Do 23.40. Później Harry
odwiózł mnie do domu.
- Em wiem że miało być bez prezentów ale coś dla cb
mam. - Harry dał mi małe pudełko. O nie biżuteria tylko nie to.
- Ej no.! Miło być bez prezentów. Ale ja też coś dla cb
mam. - podałam mu mały kartonik z wstążką. Haha kupiłam mu zegarek.
Dowcip roku.
Może tam jest jakiś
wewnętrzny sens?
Nie wyczuwam!
-Otwieramy na trzy ok . ?- Harry
Pierwsze ok, drugie ok, trzecie ok – JUŻ!
- Dobra … Raz… Dwa…- ja
- Trzy! – Harry w mgnieniu oka rozpracował pudełko.
Może jeszcze rozmontował, rozbroił?
Harry to James Bond!
O tak..
Ja w swoim znalazłam srebrną bransoletkę z półówką
serca na której było napisane "Best".
- A gdzie druga półowa [myślałam, że połówa xD].?- ja. Harry mi pokazał że nosi ją
jako breloczyk [jako co?] do klucza od samochodu.
- Dziękuję. A wiesz że od dwóch lat chciałem kupić
zegarek.
A nie kupiłeś, bo…?
Bo dostał zdolności
profetycznych i wiedział, że Em mu kupi!
I jeszcze go nie
miałem. - Harry chciał mi dać buzi w policzek, ale ja jestem taką debilką że
się przesunęłam i dał mi buzi w usta.
Swoją drogą to takie zabawne, kiedy Ałtorka szasta wulgaryzmami na prawo
i lewo, a pocałunki nazywa buziakami albo całusami :D
Nie zapominajmy, że
jednak tam w środku, głęboko, głęboko, jest jeszcze damą.
Przez chwile siedzieliśmy w ciszy.
- Ja muszę już lecieć. Dziękuję za bransoletkę i za
miły wieczór. - ja
- Nie ma sprawy. Chyba zostaliśmy przyjaciółmi. - Harry
wymusił na swojej twarzy uśmiech.
1) Pocałunek w usta = zaprzyjaźnienie się?
2) Aż tak mu się nie podobała ta perspektywa, że uśmiech musiał wymuszać? ;<
Ej, mi się wydaje,
że ‘zostaliśmy przyjaciółmi’ występuje po zerwaniu.
- Pewnie. To Pa[kim jest Pa i dlaczego dopiero teraz ją
przedstawiasz?].
- wysiadłam i poszłam w stronę mojego domu.
Weszłam do środka. Poleciała mi łezka. W sumie nie wiem
czemu. Kiedy nasze usta się zetknęły to poczułam... coś we mnie drgnęło.
To pewnie coś z kolacji stanęło ci na
żołądku, kochanie.
Poszłam do łazienki zdjąć soczewki. Założyłam okulary i
poszłam na dół oglądać telewizję. Wzięłam z zamrażalki [jakaś hybryda zamrażarki i pralki?] całe opakowanie lodów i usiadłam do
telewizora.
Chciała być Samarą!
Nic fajnego nie
leciało. Zostawiłam "Romeo + Julia – Tybalt/ Ojciec Laurenty" tą nowszą wersję z 1996r.
Dobry rocznik!
Lepszego nie mogła
znaleźć!
Wzięłam laptop na kolana i przejżałam wszystko o tym
zespole. W google w grafice wpisuję ONE DIRECTION a tu chłopacy wyskakują.
Rozumiem chcieli się mną pobawić. Dlaczego mi nie powiedzieli. ? Zaczęłam
płakać. A myślałam że znalazłam przyjaciela. Przypomniał mi się tekst który
nawia=jałam [poddaję się, tego
nawet nie ma jak skomentować ;_;]chłopakom w mój ostatni dzień w
polsce. [Nosz to już
przegięcie!] O
"Przyjaźni".
Prawdopodobnie
fałszywej, skoro w cudzysłowie.
Najbardziej mi utkwiły słowa "Wuchte [niech ktoś przetłumaczy!] razy myślałam że mam przyjaciela
teraz wiem że przyjaźni kurwa nie ma." Ja to napisałam o mój bosz.
Posłuchałam paru piosenek chłopaków i stwierdziłam że tego kłamstwa im nie
wybaczę.
Dobra, STOP. Jakiego kłamstwa, do jasnej anielki?! Przecież chłopacy nie
skłamali, a nawet naprowadzili tę kretynkę na właściwy trop!
Dlaczego oni mają
cierpieć przez Twoją głupotę? Harry nigdy nie powiedział Ci, że NIE jest w 1D.
Chciałam tu coś napisać, ale to ma sens tylko w
mojej głowie. Wybaczcie.
Odłożyłam laptop i oglądałam dalej tego piepszonego
Romea z Julią.
To brzmi jak jakaś
potrawa, nie?
Ø 1 kg Romea,
Ø 2 kg Julii
Ø 2 opakowania pieprzu
Wszystko dokładnie wymieszać i SMACZNEGO! J
Czemu nie podałaś mi tego przepisu przed świętami? Byłoby jak znalazł na
kolację wigilijną!
Chyba zasnęłam obudziłam się nad ranem około 05.00. Nie
mogłam zasnąć. Patrzę na telefon. 40 nieodebranych połączeń i 10 smsów. Ups. !
Połączenia Harry, Harry, Harry, Harry, Harry, Mike, Mike o kurwa Mike do mnie
dzwonił. ? !
Nie, przecież skoro
jest w połączeniach nieodebranych to nie dzwonił.
Dalej patrzę Kate, Kate, Kate... Aha a tym co się stało że o 00.30. Do mnie
dzwonili. Sms od Harrego od razu usunęłam. Od Mike "Ej mała co się z tobą
dzieje.Mam ważną sprawę. Około 06.00 będę w domu to pogadamy.". A od Kate
"Ej Ej Ej Ej co jest że nie odbierasz.Mam nadzieję że nie zrobiłaś czegoś
głupiego."
Nie odbierasz telefonu po północy? Na pewno zrobiłaś coś głupiego!
Tylko ja się kurwa pytam po co oni wszyscy dzwonili. I
co oni się tak nagle martwią. ? Wstałam i ogarnęłam salon. Później poszłam do
łazienki i założyłam to
Wyszłam z łazienki to akurat Mike wrócił.
- OoO czee coś się stało. ? - ja
- Do salonu ja zaraz przyjdę. – Mike
Merysójka jest
trenowanym pudelkiem! Jak reaguje na komendy typu: ‘do salonu’
Ale on jej nie kazał przecież nigdzie iść.
Powiedział, że on sam zaraz przyjdzie do salonu.
Masz coś do pudelków?
- Dobrze tatusiu. - Usiadłam się na sofie w salonie po
chwili przyszedł Mike.- No to gadaj co się stało.?
- Po pierwsze to odbieraj jak dzwonię. A po drugie po
naszym wyjeździe z Polski.. - zamilkł na chwilę.
- No gadaj a nie pieprzysz coś z Rogerem, Adim,
Robertem no gadaj. - się wkurzyłam.
Ciekawe co on pieprzył z Rogerem, Adim i Robertem?
Pieprzyli pieprzonego
Romea i Julię
Dlaczego Robert to już nie Robson? :”(
To ja też już nie mogę być Strawcherrybsonem? ;<
- Roger po naszym wyjeździe miał 3 próby samobójcze. Na
szczęście mu się nie udało. Stwierdził że cie kocha. I bla bla. Teraz leży w
szpitalu. I jedziemy tam jeszcze dzisiaj musisz mu to wybić z głowy. - Mike
- Ale czemu ja .? - ja
- Bo nikogo nie chce słuchać. A ty go kochasz. -
Mike
Ja też go kocham! Uwielbiam Rogera, serio! Nie wierzycie mi?
I jak tu go nie kochać?
- No kocham ale jak brata. - Ja
- No to twój brat się próbuje zabić a ty lecisz do
Polski ratować mu dupę. Proszę cię zrób to dla mnie. – Mike
Dla ciebie? Czyli, że ten „kochany jak brat” Roger jej nie interesuje?
Zaczynam wątpić w
jej uczucia do Mike’a, który jest jej RODZONYM bratem.
- No dobra. - ja
- No to się pakuj bo wrócmy dopiero 2 stycznia.-Mike
Bo Mike jest prorokiem i przwidział, kiedy Emily przemówi do rozumu
Rogerowi.
- Oks. - ja
Poszłam na górę niby mnie to nie ruszało [co proszę?
To przestaje być zabawnie głupie. To zaczyna być obrzydliwie chore],
ale kiedyś byłam zakochana w Rogerze. Jakby powiedział[co powiedział? Może ‘sałata’? A może ‘kisiel’?] to bylibyśmy razem. Spakowała
troche rzeczy.
Kto
spakował? Znów pojawiła się znikąd jakaś gosposia?
Zaniosłam walizkę na dół i wsadziłam do samochodu.
Usiadłam[Gdzie? Na samochodzie? Pod, nad czy w nim?] i czekałam na Mike. Przyszedł
Harry. Jeszcze tego mi tu brakowało.
- Co się stało gdzie jedziesz. ? - Harry.
- Ja muszę wyjechać na trochę do Polski. - ja
-Czy to dlatego że wczoraj się pocałowaliśmy
wyjeżdżasz.? – Harry
Harry, i ty straciłeś resztki szarych komórek? R.I.P
- Nie muszę ratować mojego przyjaciela.- ja
Zdanie powyżej to najlepszy przykład na to, że przecinki jednak się
przydają.
Dokładnie.
Przyszedł Mike i pojechaliśmy.
Razem z Harrym?
Dlaczego to było
takie trudne. Jeszcze nie dawno nie chciałam tu przyjechać a teraz nie chę
wyjeżdżać.
Co tam, że najlepszy przyjaciel próbował się zabić. Mary Sue będzie
tęsknić za nowo poznanym chłopakiem, na którego jest fochnięta.
Wsiadliśmy w samolot [AŁtoreczko, przeczytaj uważnie: WSIEDLIŚMY DO
SAMOLOTU. I jeszcze raz. Brzmi lepiej? Nie? To precz od klawiatury!] i to był dopiero początek...
Rozdział 5
Wylądowaliśmy
i od razu pojechaliśmy do szpitala.
No tak, po co się odświeżyć po podróży, odstawić bagaże czy cóś…
- Em.! -
Kate do mnie podeszła i mnie mocno przytuliła.
- No hej.
A co wy tu macie taką stypę. ? – ja
Halo, chcę Ci przypomnieć, że Twój ‘brat’ leży w
szpitalu, bo miał trzy próby samobójcze. Nie ma być stypy? ZRÓBMY IMPREZĘ!
Stypa
to może być, jeśli nie zmienisz swojej postawy, złotko.
W sumie stypa to też swego rodzaju impreza
- No On
leży w szpitalu. Heloł. A tak pozatym to czemu nie odbierasz jak dzwonię. ? -
Kate
- A może
dlatego że spałam .? - Ja
- Ups o
tym nie pomyślałam. - Kate
No tak. Ty
sobie śpij, a Twój najlepszy przyjaciel umrze. Ale przecież przyjaciele są dla
siebie w godzinach od 6 do 22. Również w przyjaźni występuje cisza nocna.
Mika, nie bądź taka. Ona mogła naprawdę spać i mieć wyciszony telefon ;_;
- Tak w
ogóle to co z nim ?- ja
W końcu
jakaś zmiana!
- Będzie
dobrze. Przy najmniej tak mówią . - Robert.
-Aha a
obudził się już czy jeszcze nie ? - ja
- No
obudził się już. Przed chwilą. - Kate
- To czemu
nie idziecie do niego. ? - ja
- Lekarz
mu robi jakieś badania. Dopiero za chwilę będziemy mogli wejść. - Kate
Usiadliśmy
przed jego salą i czekaliśmy. Ja pierdole ile można czekać. ?
Nie kumam tych przeskoków czasowych, przed chwilą
usiadła i już się czepia, że tyle ma czekać?
To nie miłość, więc nie jest cierpliwa.
Nigdy więcej nie jadę do szpitala. Nareszcie wyszedł lekarz i coś tam piepszył
przez 10 minut aż się w końcu się wkurzyłam.
A może Ci mówił w jakim Twój przyjaciel jest
stanie, wiesz, przyjechałaś jednak po coś do tego szpitala.
Czuję,
że ten rozdział to będzie JEDNO wielkie hejtowanko.
Dlaczego lekarz opowiada o stanie zdrowia pacjenta jakimś bachorom? GDZIE
SĄ RODZICE ICH WSZYSTKICH?!
- Pan tak
nie piepszy już. Posoli pan trochę. Możemy do niego iść czy nie. ? - ja
- Panienka
się tak nie bulwersuje. Tak możecie wejść. - Lekarz
- No i
było pierdolić. - ja
Od razu
jako pierwsza weszłam na salę .
- A
ty co kurwa nie masz co robić tylko się zabijać. ? – ja
Dajcie mi kontakt do dobrego psychiatry.
- oj tam
oj tam . – Roger
Najlepsza odpowiedź ever. Zaczynam lubić Rogera.
Ja już swoją opinię o nim wyraziłam. Jednego Rogera dostałam nawet
w gwiazdkowych słodyczach^^
- Nie oj
tam oj tam tylko mi kurwa powiedz po jaką cholerę się chciałeś zabić.- ja
- No ja
myślę że ci Mike wszystko powiedział. - on
- Co ja.
?! - Mike
- Nico.
Jezu jak ja za wami tęskniłam. To nawet lepiej że tu przyjechałam. Przy namniej
spędzę sylwestra z tymi najlepszymi. O ile taki jeden debil zdąży wyjść ze
szpitala. - jak to mówiłam spojrzałam się na Rogera.
A serce Emily wygląda tak:
-No się
wie że z najlepszymi. - Adi
- Akurat o
tobie nie mówiłam . - Zażartowałam a wszyscy się śmiali. Adi walnął focha.
Kim jest foch i dlaczego Adi go walnął?
Spoiler
Alert: O tym dowiemy się później.
- Uuuu Adi
strzelił focha. - Roger.
- Ej
żartowałam. - Przytuliłam Adiego i dałam mu buzi w policzek.
Na oczach Rogera, który chciał się zabić z nieszczęśliwej miłości do
ciebie. Gratuluję.
- No dobra
nie potrafię się na ciebie gniewać. - Adi
- Ej Em
opowiedz nam coś o tym chłopaku którego poznałaś. - Kate. Tak przypomniała mi o
Harrym zrobiło mi się smutno.
Roger, nie słuchaj ich, proszę!
- Szkoda
gadać. - ja
- UuU tym
chłopaku co był dzisiaj u cb ? - Mike
- Tak.
Dokładnie o tym samym debilu mówimy. - ja
- Ej on ci
coś zrobił bo jak tak to my tam wbijamy i my jemu coś zrobimy. - Roger.
Nie, serio. Roger zostaje właśnie moją ulubioną postacią. Zobaczcie go.
Chciał popełnić samobójstwo, bo nieszczęśliwie zakochał się w Emily, jego
„przyjaciele” niezwykle taktownie rozmawiają przy nim o chłopaku, z którym Em
kręci, a on dzielnie jej broni.
-
Zacznijmy od tego że narazie to ty się z łóżka nie możesz ruszyć. Nie zrobił mi
nic poprostu mi o czymś nie powiedział. I się troche na niego wkurwiłam. – ja
Trochę wkurwiłaś? To wcale nie jego wina, że nie
jesteś obeznana muzycznie.
I, że
znając cię jeden dzień, nie podał ci swoich wszystkich danych. Cud, że cię w
ogóle na wigilię zaprosił.
- Eh takie
życie jak dobrze że na nas nie jesteś wkurwiona. Kiedyś raz byłaś i nie chcę
tego przeżyć jeszcze raz. - Adi
Uśmiechnęłam
się do niego. I poszłam z Kate na dół do automatu z gorącą czekoladą.
- A teraz
mi powiedz co jest. ?- Kate
- Nic. -
ja
- Em ich
możesz okłamać ale mnie nie. Więc co jest. ? - Kate
- Ten
chłopak. Po wigili odwiózł mnie do domu i wymieniliśmy się prezentami. Chciał
mi dać buzi w policzek. Znasz to moje głupie szczęście. Odwróciłam się i dał mi
buziaka w usta. Ja chyba coś do niego poczułam. Ale później dowiedziałam się że
chciał sięmną pobawić i mnie okłamał ja nie wiem co mam o tym myśleć Kate ja
nie chcę tam wrócić [przed chwilą nie chciałaś
stamtąd wyjeżdżać] i się z tym zmagać. - po policzku spłynęła mi łza.
Kate mnie przytuliła
W KTÓRYM MOMENCIE dowiedziałaś się, że chce się
Tobą zabawić? Po prostu chciał zrobić Ci niespodziankę.
A
może nie chciał żebyś patrzyła na niego przez pryzmat słowa „sławny”?
- Ej mała
wiesz dlaczego się z tobą przyjaźnię . ? Bo ty zawsze byłaś inna. Tolerowałaś
moje głupie pomysły [faktycznie, świetny powód do
przyjaźni] i nawet kiedy byłam zniechęcona to ty zawsze mi mówiłaś że
nie mogę się poddać. Pamiętasz. ? Zawsze kazałaś mi walczyć do końca. A teraz
to ty chcesz się poddać. Nie możesz. Udoowodnij że jesteś silna i niezależna.
Nie możesz od tego uciekać. - Kate
- No wiesz
co wykorzystujesz moje teksty. - uśmiechnęłam się .
- Widzisz
pamiętasz ten nasz pierwszy tekst. ? "Głowa do góry a optymizm wejdzie w
nawyk." – Kate Coelho
- Tak masz
rację. Dzięki. - ja
Poszłyśmy
spowrotem do sali Rogera. A tam chłopacy grają w karty. WTF?!
- To my
sobie pójdziemy może. ?- Kate
- Nie
zostańcie. - Roger zrobił na mnie dziwne oczy.
No mówi przecież, że nie macie zostać.
Tymi
dziwnymi oczami chciał ci pewnie dać znać, żebyś się ulotniła. Najlepiej
samolotem. Z powrotem do Londynu. I żebyś się tam zabunkrowała. Koniecznie bez
dostępu do urządzeń elektronicznych i Internetu.
A najlepiej to i bez dostępu do tlenu -,-
- Aha
spoko to ja zaraz wracam pójdę do lekarza zapytać kiedy cię wypuszczą. Kate
idziesz ze mną. ?- ja
- No
spoko. - Kate
- Ej tylko
nie krzycz na lekarza.- Mike
Uśmiechnęłam
się i zniknęłam za drzwiami. Weszłyśmy do gabinetu lekarza. Gadał przez
telefon. Usiadłyśmy i czekałyśmy aż skończy.
- Czego
chcą ode mnie panie. ?- Lekarz
Panie? Chłopie, wywal te gówniary na zbity pysk!
- Kiedy
wyjdzie nasz kolega. ? - Zrobiłam na niego zabujczy wzrok.
- Yy myślę
że jutro już wyjdzie. - lekarz
- No i
prawidłowo. - ja
Wyszłyśmy
z gabinetu i wybuchłyśmy śmiechem. Weszłyśmy do sali nadal się śmiejąc.
- Co jest.
? - Mike
- Jutro
wychodzi. - Kate i nadal się śmiałyśmy
- Ej co wy
zrobiłyście lekarzowi mi powiedział że za pare dni. – Adi
Cieszmy się i radujmy! Zastraszyłyśmy lekarza,
wskutek czego nasz przyjaciel może nie otrzymać odpowiedniej pomocy medycznej!
- Urok
osobisty. - Przybiłam Kate piątkę.
- Ej ale
nie zrobiłyście mu nic. ? - Mike
- No nie.
Co ty ja miałabym coś zrobić lekarzowi. ? Mówię ci urok osobisty. -
powiedziałam zarzucając włosami.
Czujesz się jak podczas tych wszystkich reklam od
szamponów do włosów?
To
nie Emily, to jej SZAŁma.
Zrobiło
się już póżno.
Na próżno.
Pojechaliśmy wszyscy do naszego domu. Tak
zaprosiliśmy ich na noc.
Ach, och, jacy my gościnni i dobrzy!
Wchodzimy do domu telefon mi zadzwonił. Patrzę
na ekranik Harry. Odrzuciłam.
Uuu, zgrywa niedostępną
Weszliśmy
do domu. No tak nikt nie pomyślał o tym żeby zakupy zrobić. Więc chłopacy z
dobroci serca [lub zwyczajnego głodu] ruszyli
dupy do sklepu. No tak jadą do tesco to wrócą za godzinkę. Jejku zostałyśmy
same w dużym domu. Heh wyjęłam gitarę i zaczęłam grać One thing.
Skąd znasz piosenkę?!
W
sumie, niby słuchała wtedy, kiedy wróciła z tej wigilii. Ale żeby od razu znać
chwyty gitarowe. No chyba nie. Sorry, you don’t have got that one thing.
Jezu skąd ja znałam chwyty. [Właśnie o tym mówię.] Boję się mojej inteligencji. [Ja boję się jej braku.] Zaczęłam sobie troszke
śpiewać.
- OoO
fajne. Niepodobne do ciebie ale fajne. Co to. ? - Kate
- Harry. –
ja
Nie. To piosenka. To zdecydowanie nie jest chłopak.
- Ten twój
chłopak tak. ? - Kate
- To nie
jest mój chłopak. - ja
- No dobra
nie wściekaj się. A co on ma jakiś zespół czy coś. ? - Kate
- Tak One
direction. - ja
- O to ten
zespół co teraz wszystkie laski na niego szaleją. ? – Kate
Nie łatwiej było Kate zapytać, skoro ONA wie?
Laski
mogą szaleć za nim. A tak poza tym nie wszystkie!
Właśnie. Wypraszam sobie.
- Tak. -
ja
- Wow
wiesz ile lasek by sobie dało uciąć rękę za spotkanie takiego Harrego. A ty nie
odbierasz od niego telefonu.? - Kate
- To nie
jest tak mówiłam ci że mnie okłamał. Chciał się mną pobawić bo nie wiedziałam
że jest sławny. To mnie troche zabolało. - ja
Zatajenie
(jeśli w ogóle można tak to nazwać) a kłamstwo to dwie bardzo różne rzeczy.
Kiedy to wreszcie zrozumiesz, droga Heroino?
„Chciał się mną pobawić bo nie wiedziałam, że jest sławny.” Gdybym ja
miała taką logiczną argumentację w zadaniach z matmy, nie skończyłabym
gimnazjum.
Chłopacy
wrócili. Jezu co tak szybko. Rozpakowałam zakupy i poszłam spać.
Zrobili zakupy, żeby iść spać?
Tydzień Później. (2 Stycznia)
O jezu
pierwszy dzień szkoły.
Tak, moi drodzy. To już koniec o problemach biednego Rogera. Nie, nie
pytajcie, ja też nie wiem, w którym momencie Emily „przemawiała mu do rozumu.”
Ale mam
stracha. A po szkole praktyki. O mój boże.Wstałam i poszłam do łazienki.
Weszłam pod prysznic siedziałam tam z 10 min. Jak wyszłam to wysuszyłam i
wyprostowałam włosy. Ubrałam to
Zeszłam na
dół.
- Mike jak
wyglądam. ? - ja
- No nie
powiem niezła z ciebie dupa. Ale nadal wolę Kate. - Mike
- Mike
debilu chodzi o to że dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły i praktyki mam. – ja
Mamy mają
praktyki? Biedne mamusie.
[Mike i Emily jadą do szkoły. Ona chwali się, że kupiła sobie różowe
conversy, bo takich tylko jeszcze nie miała]
Będzie
dobrze powtarzałam w myślach. Poszłam do sekretariatu.
- Dzień
dobry. - powiedziałam do sekretarki
- Dzień
dobry jesteś Emily . ?- Sekretarka
- Tak. -
Uśmiechnęłam się
Sekretarka
proroczka.
Pani
sekretarka była miła dała mi plan zajęć i rozpiskę sal w których mam lekcję.
Ona ma jedną lekcję w kilku różnych salach ;o
Podziękowałam i wyszłam do lekcji zostało
jeszcze 30 min. Usiadłam pod salą i włączyłam sobie muzykę na ipodzie. Podeszła
do mnie grupka jakiś lasek.
- Czee. -
jedna z nich
- Siema -
ja
- Jestem
Hariet. I to ja tu żądzę. Więc nie próbuj przebić się przez tłum. Aha no i
tylko ja mogę nosić różowy. – Hariet
Wyczuwam, że Hariet będzie postacią przeciwną
bohaterce, tak tylko.
Sylwusia!
Tylko ona może nosić różoffy. Poza tym, to
imię. Nie brzmi znajomo?
Ta scena jest przeborska. Naprawdę. Napawam się jej głupotą i nie mogę
wyjść z podziwu, jak można napisać coś tak idiotycznego.
Wstałam bo
się troche wkurzyłam nie będzie szmata mną pomiatać.
- Słuchaj
laleczko. Nie będziesz mi mówić co mam robić i co mam nosić jasne. [Noś ciemne?] I
sobie uważaj bo dużo takich jak ty przez przypadek dostało po twarzy. - ja
- Czy to
miałabyć groźba . ? - Hariet
- To było
tylko ostrzeżenie ale sobie uważaj bo daję tylko jedno. - ja
Hariet
zarzuciła włosami[kolejna z reklamy?] i
odeszła, a jej koleżanki się śmiały. Nie będzie mnie dziwka straszyć i mną
pomiatać. Podeszła do mnie jakaś laska.
Ej, skąd wiesz, że dziwka? Masz rentgen w oczach?
Spotkały się w pracy… nie, nic.
- No brawo
jestes pierwszą osobą która się jej postawiła. - Uśmiechnęła się
nieznajoma. – od teraz szkoła znów się zaróżowi!
- Nie
będzie mi szmata mówić co mam robić. No heloł. - ja
- Jestem
Sophie. A ty ? - Sophie
Tak bardzo ubóstwiam te dialogi, zwłaszcza w takich momentach <3
- Emily
możesz mówić do mnie Em. – ja
- Która
klasa. ? - Sophie
- 2 a ty ?
- ja
- OoO ja
też a Hariet niestety też wszystkimi żądzi bo ma sławnego braciszka. - Sophie
- Kto jest
jej bratem ? - ja
- Harry
Styles. – Sophie
A to niespodzianka! *Zieeeew*
- O ja
pierdole. - ja
- No
przyjeżdża po nią do szkoły podpisuje autografy i robi sobie zdjęcia z laskami.
- Sophie.
- Aha jaka
pierwsza lekcja. ? - ja
- Wydaje
mi się że Polski. - Sophie.
- Uczycie
się Polskiego . ?! – ja
Ja! W Anglii uczą się polskiego? Większość Anglików
nawet nie wie, gdzie Polska leży.
Tak,
ale język polski jest tam wysoko w rankingu najczęściej używanych języków. Ale
że się tam polskiego uczą to niezła wyobraźnia.
Niby się uczą, ale raczej wyłącznie w polskich szkołach.
- No tak.
A co ?! - Sophie
- No nic
tylko ja jestem z polski. - uśmiechnęłam się
No nie. Nazwę języka napisała wielką literą, nazwę
państwa małą. Gratuluję.
- To już
wiemy kto będzie miał 6. - Sophie
Nie martwcie się, na pewno nie Emily.
- Daj
spokój. - ja
- Ej a weź
tak zagnij Hariet bo ona umie polski to weź do niej po polsku gadaj. - Sophie
- A dobrze
umie polski. ? - ja
- Tak
wiesz. Średnio na 4. Ale i tak jest najlepsza. – Sophie
Patrząc na dialogi, na pewno lepsza od głównej bohaterki.
Poszłyśmy
w stronę sali. Usiadłam się obok Sophie i gniewnie spojrzałam na Hariet. Zaczęła
się lekcja. Pani zaczęła nawijać po Polsku do nas. Wszystko oczywiście
rozumiałam i nagle wypiepszyła że mamy nową koleżankę w klasie i żebym się
przedstawiła. No to wychodzę na środek.
- Siema
jestem Emily możecie od mnie mówić Em. Jestam nizależna i nie lubię jak mi ktoś
narzuca swoją wolę. Potrafię grać na wielu instrumentach takich jak gitara,
fortepian, perkusja, saksofon.
Umiesz grać jeszcze na elektrycznym!
I na
basowym?
Dobrze, że nie zaczęła opowiadać, że kiedyś próbowano ją zgwałcić.
Piszę swoje teksty piosenek. Ale myślę że większość z was nie lubi stylu
muzycznego w którym gustuję.[A ten wniosek to skąd?]
Śpiewam głównie rap i hip-hop. Nie lubię wytapetowanych laluni które myślą że
wszystko im wolno. - przy ostatnim zdaniu spojrzałam na Hariet.
- Emily a
pochwal się gdzie będziesz mieć praktyki. ? - nauczycielka
- "Chorus Studio" czy jakoś tak. - powiedziałam a wszystkim kopary opadły
nawet Hariet.
Mnie też by opadła, jakby dziewczyna nawet nie była
pewna, gdzie będzie miała praktyki.
- Brawo
Emily to naprawdę świetnie. To jest najlepsze studio w Londynie. Jesteś
pierwszą osobą z naszej szkoły która się tam dostała. - nauczycielka.
Jak się wkrótce dowiemy, nie ostatnią.
- Bywa. -
Uśmiechnęłam się i wróciłam do ławki. Później słyszałam od nauczycielki jeszcze
troche achów i ochów. I zadzwonił dzwonek.
Wyszłyśmy
z Sophie na korytarz i szłyśmy do drugiej sali na lekcję histori. Podeszła do
nas Hariet. O nie znowu będzie robić stypę.
Lepsza stypa
niż ta ze szpitala.
Nie wiedziałam, że na stypach z reguły rozmawia się o tym, kto może, a
kto nie może nosić różowego. Przeważnie wszyscy bowiem są na czarno.
- Jak ty
się dostałaś do tej agencji ? Ja próbowałam wszystkiego i się nie dało. -
Hariet
- Hariet,
Hariet skarbie musisz się pogodzić że ja poprostu jestem lepsza. I mam mamę dyrektorkę - uśmiechnęłam się i puściłam jej oczko.
- Chodź
Sophie bo się spóźnimy na lekcje. - poszłyśmy w stronę sali od historę.
Oczywiście
Stypaa. I tak mijały kolejne lekcje.
Jak na stypie? Na jedzeniu, wspominaniu zmarłego i wszystkich rodzinnych
historii, jakie tylko się pamięta?
Sophie kończyła godzinę wcześcniej niż ja bo
była zwolniona z ostatniej lekcji. Wyszła ze szkoły i włączyłam sobie muzykę na
słuchawkach.
Ja na ogół włączam muzykę na telefonie/mp3 itp., ale pewnie jestem
niemodna.
Harry przyjechał po Hariet. O kurwa zobaczył
mnie. Podszedł do mnie i chciał dać mi buzi w policzek. Zrobiłam unik i się
odwróciłam.
Ostatnio odwrócenie się skończyło się całkiem efektownie, więc…
- Ej Em co
jest.? Gniewasz się. ? - Harry
- Tak
gniewam się a dziwisz mi się. ? - ja
- Aha
czyli już wiesz? - Harry
- No nie
co ty. Ja wcale nie wiem że jestes Harry Styles i że mnie okłamałeś. - ja
- Ej no ja
nie chciałem żeby to tak wyszło. Poprostu ja chciałem żebyś widziała we mnie
Harrego a nie wielką gwiazdę. – Harry
A nie mówiłam? Czy to nie słodkie?
Nie, w tym opku jednak nie.
Miałaś zobaczyć to:
A nie to:
- To ty
znasz tę prostaczkę. ? Tę dziewoję prymitywną, co to
ledwie na mą służkę by się nadawała. ? To o niej ci pisałam. Ona się
dostała do najlepszej agencji. Załatwisz mi to też.?- Hariet
- Tak znam
ją i nie mów że jest prostaczką. Ona ma więcej miłości w jednej ręce niż ty w
całym ciele.
Ale w której konkretnie ręce? Lewej czy prawej? A ile ma w nodze?
I weź się
ogarnij siostra bo ty pomiatasz ludźmi i nawet nie wiesz co to znaczy być
miłym. - Harry
-
Haroldzie przestań. Ta dziewczyna postawiła mi się i mi groziła. – Hariet
Leję z Haroldzie, serio, leję.
I od
razu mam przed oczami scenę ze „Shreka”, kiedy książę Harold zostaje zamieniony
w żabę.
- No i
dobrze. Nie będziesz mi szmato mówić co mam robić. Takim jak ty to już nawet
nie pomoże psyhiatra. - rzuciłam się na nią ale Harry mnie trzymał żebym jej
nic nie zrobiła.
- Widzisz
jaka ona jest nie pasuje do nas. My jesteśmy z wyższych sfer. A ona jest
dziewuchą z kamienicy. – Hariet
Dziewucha z kamienicy – cóż za obelga!
- Kogo
nazywasz dziewuchą. ? Weź się ogarnij. Mam dosyć takich laluni które myślą że
są fajne. Z kilogramem tapety na ryju. Gdyby nie to że Harry mnie trzyma to już
bym ci dawno wyjebała szpachlą. - ja
- Ej Em
uspokój się. Wiem że moja siostra jest jaka jest ale daj spokój. - Harry
- Nie kurw
[nie kurw, Harry, nie kurw, mówię!] nie dam
spokoju. A ty mała szmato uważaj bo kiedyś nie będzie cię Harry bronił i
dostaniesz po mordzie. - uspokiłam się
- Harry
ona mi grozi. - Hariet
- Em mogę
cię puścić. ? – Harry
On właśnie próbuje ją poszczuć na własną siostrę czy mi się wydaje?
- Tak
muszę iść na praktyki. Nie mam czsu bić takich idiotek. – ja
Ale kiedy
kiedyś nie będzie Harry’ego to znajdziesz czas?
Harry mnie
puścił. Włączyłam muzykę, założyłam słychawki na uszy i poszłam w stronę
wieżowca w którym miałam pracować. Był niedaleko więc poszłam pieszo. Miałam
dosyć tej małej kurwy. Doszłam do budynku. Mama mówiła że mam przyjść do niej
to mnie zaprowadzi. No to jadę na to 10 piętro.
10 piętro. Zapamiętajcie tę informację uważnie, drodzy czytelnicy.
Gabinet mamy Emily znajduje się an 10 piętrze.
[Mama Emily prowadzi
dziewczynę do swojej sekretarki Natalie.]
Zaraz ci wszystko powiem. - Zaczęła coś
grzebać w biurku. - Zostałaś przydzielona do Martina. Oo gratuluję i życzę
powodzenia. Będziesz z nim miała ciężko. To jest najlepszy nasz choreograf
będziesz musiała pracować 2x ciężej niż potrafisz. On ma przydzielanych
najważniejszych klientów.
A Ty popracuj 2x ciężej nad składnią, przyda się.
- Będzie
ciężko ale lubię wyzwania. - ja
- I to
jest podejście. No dobrze to teraz chodź oprowadzę cię trochę. - Natalie
Natalie
wzięła mnie do sali prób gdzie gwiadzy ćwiczą z choreografami. Do garderoby.
Czy to jakieś polecenie z podtekstem?
Wszędzie
te podteksty...
Do kuchni gdzie moża sobie kawe zrobić. Do stołówki.
Szybka zmiana fetyszu?
I to
mi się podoba. Szybkie zmiany miejsc i czasu akcji, to i szybkie zmiany
fetyszy.
Morza kawy brzmią świetnie, nawet źle zapisane.
Tam wszyscy spędzają przerwy. Łącznie z gwiazdami.
Przerwa i gwiazda w pakiecie?
Na samym
końcu zaprowadziła mnie do Martina.
- Martin
to jest starzystka którą ci przydzielono. - Natalie
- Bless .
- uśmiechnęłam się
O ile się nie mylę słówko „bless” to po angielsku „błogosławić”. Myślę,
że zwykłe „hello” albo, nie wiem, „nice to meet you” by wystarczyło.
- Z
wyglądu nie jest źle. Z ubiorem też. Masz styl dziewczyno. - Martin.
Och tak, wiadomo, najważniejsze, żeby choreograf był ładny i dobrze
ubrany.
- Dzięki.
- ja
- To jest
córka naszej pani dyrektor. - Natalie
- No
proszę. Do jakiej szkoły chodzisz. ?
- Drugi
rok żeńskiego technikum choreograficznego. – ja
Dopiero, co
przyjechała i już dostała się na drugi rok. A co z tym pierwszym? Magicznie
zaliczono?
Mama dyrektorka działa cuda!
- No
nieźle. No to idź się przebrać i mi pokażesz jak się ruszasz a o 17 mamy
spotkanie z gwiazdami. Ah no i musisz być przygotowana że występujemy też jako
tancerze na koncertach. - Martin
- Nie ma
sprawy. To ja się pójdę przebrać.- ja
Poszłam
do garderoby i założyłam to
Skromnie, skromnie.
Weszłam na
salę prób.
- To co
mała zainprowizujesz mi coś. ?- Martin.
Na początku myślałam, że to literówka, ale patrzę
niżej, a Ty serio nie umiesz pisać improwizacja, jak Ty Dziady albo Kordiana
przeczytasz?
Bez obaw, Fang, myślę, że po takie dzieła Ałtorka nie sięgnie.
- Taa z
inprowizacją u mnie troche nie za dobrze ja każdy ruch muszę przemyśleć ale
czemu nie taki spontan. - ja
- Dobra to
ja ci włącze muzykę. Asia Cruz- Selfish. Jedziesz mała. - Martin.
Włączył
muzykę przez chwilę stałam w bezruchu wsuchując się w muzykę.
A może
wmokrując się w muzykę?
I po chwili zaczęłam tańczyć. Zatańczyłam TAK.
- No muszę
przyznać że nie najgorzej się ruszasz. - Martin.
-
Dziękuję. - ja
- Dobra
uszykuj się bo za chwilę przyjdą nasze gwiazdy. - Martin
- Spoko. -
ja
Usiadłam
się i napisałam sms do Mike "Ale stypa. Ratuj."
Ale ubogi zasób słownictwa. Ratuj.
Odpisał.
"Haha peszek."
„Mnie w to nie mieszajcie!”
Ja
pierdole. A ktoś mi mówił że brat cię wspierać powinien czy coś. Dobra
przyszedł Martin z chłopakami z 1D. Aha czyli to z nimi będę pracować dzień w
dzień przez najbliższe pół roku. Zajebiście.
Yhm. Kto by się spodziewał.
- Em to są
chłopacy z One direction.- Martin.
- Znamy
się. - ja
- U no to
jak się znacie to będzie się nam łatwiej pracować. - Martin.
Harry na
mnie spojrzał. A ja odwróciłam wzrok.
Wiecie co? Te dwa powyższe zdania naprawdę ładnie brzmią. Nie, serio. Sprawdziłyby
się jako zakończenie rozdziału czy coś, przy jakimś znaczącym w fabule
momencie. Naprawdę. Kurczę, to są dwa najładniej sformułowane i ustawione koło
siebie zdania w całym tym opku.
Martin
pokazał kroki które do tej pory wymyślił. Ej on jest naprawdę dobry w te
klocki. Za drugim razem zapamiętałam kroki i tańczyłam z nim.
No jakżeby inaczej!
- No kroki
są dobre. - Lou
- Są
genialne. A zwłaszcza w twoim wykonaniu Em. - Zayn
- Dzięki.
- ja
- No na
dzisiaj to tyle jutro was troche pomęczę dzisiaj chciałem żebyście widzieli jak
to mniej więcej wygląda. - Martin.
- No
wygląda naprawdę spoko. - Harry
- Martin
ja pójdę się przebrać. - ja
- Spoko
mała. - Martin.
Przebrałam
się w te ciuchy w które byłam rano ubrana. Ej Martin miał 28 lat i mówił do
mnie mała. Ja wcale nie byłam mała. Mam 177 cm. No heloł. Czy on jest ślepy. ?
Dobra wychodzę z garderoby i idę do windy. Wchodzę do tej piepszonej windy a
tam Harry.
A kogo się spodziewałaś? Ludzi z Gangnam Style?
Op,
op, op, op, oppa opko style.
[Emily rozmawia z Harrym, który odwozi ją do domu.
Daje jej buziaka w policzek, co wywołuje u obojga radosną salwę śmiechu, że tym
razem trafił.]
Weszłam do
domu i lekko zacieszałam. Poszłam do swojego pokoju i od razu wskoczyłam w
piżamę i do łóżka. Z nadzieją że będzie mi się śnić Harry.
Który Cię oszukał i Cię wkurwił? No tak, przecież
Merysójki już to do siebie mają.
Znów bez kąpieli.
________________________________________________________________________
A oto
Sophie
Sophie.-
17 lat. Zostanie przyjaciółką Em. Razem przejdą przez koszmar zwany Hariet.
Pozna chłopaków. I załapie wspóly język z Zaynem. Czy będzie z tego coś więcej.
?
Nie mogłaś jej wypisać w bohaterach?
Jak
widzę to ostatnie pytanie, to od razu znam odpowiedź…
Rozdział 6
Mike wparował do mojego pokoju o 06.00.
- Czego odemnie chcesz? - ja
- Krewka mi leci. - Zrobił mine szczeniaczka.
Ojej
Poszłam do łazienki. Przyniosłam mu plaster z myszką miki i mu nakleiłam.
- Skąd masz plaster z myszką miki. ?!- Mike zrobił WTF?!
Mike
twórca.
- Z hello kitty też mam. A teraz wypieprzaj bo muszę się ubrać. - ja
Mike wyszedł a ja stanęłam przed szafą i zadałam sobie odwieczne pytanie "W co ja się ubiorę.? " W końcu po 10 minutach grzebania w szafie wybrałam to
Taaaaaak! Doczekałam się full capa w zestawie ubraniowym! *leci otworzyć
piccolo, by świętować czymś odpowiednim do poziomu tego opka*
Zajęło nam 6 rozdziałów, żeby
obiecany, wiecznie noszony fullcap w końcu się odnalazł.
Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół.Nie
uczesała nawet tych włosów?
- Łoł Łoł ziomalu. Znowu w full capie. ? – Mike
O czym to ja mówiłam…
[Mike jako kochany brat podwozi siostrę do szkoły. Po drodze dowiaduje się,
że Emily zgodziła się zagrać na gitarze na lekcji muzyki. Sophie myśli, że Mike
jest chłopakiem naszej Emilki]
- Ble. ?! - ja
- Na swojego chłopaka tak jedziesz. No może i bogaty wozi się taką furą. Ale wiesz. - Sophie
- Co ty odpierdalasz to jest mój brat. - ja
- O ja pierdole. – Sophie
*** tu wstaw stary i już nieśmieszny żart o
powiększeniu rodziny*
Ej, ale
skąd tam Sophie? Co, jak, gdzie? Pomału..
- Dobra chodź bo się na lekcje spóźnimy. Pierwsza plastyka. - ja
Dobra pan od plastyki coś gadał przez chwilę. O jezu mieliśmy narysować jakąś scenkę z wybranego filmu. Ja wybrałam Edzia i Belle z Zmierzchu a Sophie Tonącego titanica.
Przymiotnik z małej, nazwa statku z wielkiej. So
close.
A może to
jest titanica Tonący?
Gdzie ja byłam jak Bóg rozdawał kreatywność i inteligencje. ?
Też się zastanawiamy.
Mi wyszło tak
Zauważyliście, że Belka wygląda tu, jakby chciała zjeść Edkowi nos?
Zauważyliście, że Merysójka
umie wszystko perfekcyjnie? Małgorzata Rozenek byłaby dumna.
A Sophie tak
Dobra to ja mam jeszcze jedno pytanie do Boga. Gdzie byłam jak Bóg rozdawał talent. ? A no tak ja przecież stałam w kolejce po cycki. I co mi po nich.
Jak się nie ma co się lubi…
Skromność
to, moi mili, drugie imię Heroiny.
[Naszej herołinie mijają nudne lekcje. Na muzyce
znikąd pojawia się Harry. Gołąbeczki zaczynają zabierać sobie telefony i się
wydurniać/łaskotać/przeklinać/whatever.]
- Muszę lecieć widzimy się na próbie. - Dałam mu buzi w policzek i wyleciałam jak popażona ze szkoły.
Czy żony popów wybiegają ze szkoły w jakiś
charakterystyczny sposób?
Zaczęłam się rozglądać. I pobiegłam w stronę wieżowca w którym pracowałam. Pojechałam na piętro mojej mamy.
- Cześć Natalie- Rzuciłam przelotnie do sekretarki mamy.
- No hej. - Natalie
Wbiegłam zdyszana do gabinetu mojej mamy.
- Jezu dziecko goniło cię stado wściekłych psów czy co. ?- Mama
- Nie tylko chciałam z tobą troche czasu spędzić a zwolnili nas lekcje wcześniej. - odłożyłam gitarę i torbę
- Ah no dobrze. Zrobisz coś dla mnie. Zanieś proszę te dwa segregatory na 4 piętro. Do gabinetu Bena. Byłaś tam wczoraj. Powiedz mu że to są te dokumenty które musi przejżeć. – mama
Umówmy się, że nie będę komentować wszystkich
ortografów, dobrze? Czas nie jest nieograniczony.
Btw. Ciekawie jej matka wyobraża sobie wspólnie spędzony czas.
[Emily, jak na przykładną córeczkę przystało,
wykonuje polecenie]
Jak wracałam to zdeżyłam się z jakąś laską.
- Uważaj jak chodzisz.... Em.? - Sophie
- Sophie.? Czemu nie powiedziałaś że tu masz praktyki.? - ja
- Nie możemy tu o tym gadać. Chodź. - Sophie.Weszłyśmy do windy.- Em moja mama jest wice dyrektorem tej agencji.
Ta konspiracja!
- No to witaj w klubie moja jest dyrektorem. – ja
Ha! Lepsza szycha!
Ach, te
windy..
- Nie rusza cię to bo ty też tu masz staż ale nie chwalę się tym bo wszystkie laski by chciały żebym im to załatwiła. -Sophie
- Spoko ja tylko powiedziałam że tu mam praktykę. A nie że moja mama jest dyrektorką. – ja
One serio się szczycą tym, że są protegowane ;_;
[Dziewczyny bardzo się cieszą, bo odkrywają, że będą pracować u tego samego
choreografa. Emily przedstawia nową przyjaciółkę mamie.]
- Ona też ma tu praktyki. - ja
- Jak się dostałaś. ? W tym roku przyjęliśmy tylko 3 praktykantki nie wliczając Em. - mama
- Mamo to jest córka wice dyrektorki. – ja
-Ach, to wszystko wyjaśnia. – matka odetchnęła z
ulgą – Już myślałam, że to ktoś z talentem.
- Ah jesteś córką Dorothy. ? To fajnie że się poznałyście. Em wiesz my z ojcem na weekend wyjeżdżamy i jak wykurzysz Mike z domu to macie chatę wolną. Możecie zrobić jakąś imprezę albo zaprosić znajomych. Czy iść na imprezę. – mama
Iść na imprezę? A do czego by im była w takim
razie wolna chata? Poza tym, nasza Mary Sue ma ciągle wolną chatę.
Idealny świat nastolatki… Wolna chata praktycznie
cały czas… a ona jeszcze narzeka.
I jeszcze
mama, która sama mówi córce, że może warto pójść na imprezę czy zdemolować dom.
- Fajny pomysł. A teraz musimy iść bo się Martin wścieknie obiecałam mu że się rozciągnę przed próbą. Później wpadnę po gitarę. - ja
- Okej. - mama
Poszłyśmy z Sophie do garderoby.
- Fajną masz tą matkę. Moja mi tylko narzeka że mam się uczyć. - Sophie.
- To nieźle. Może pogadam z moją żeby ją wyluzowała. ? – ja
Wiesz, powykręca się parę śrubek…
Można by
też trochę smaru..
- Jak chcesz. Dzisiaj musze wrócić z moją mamusią do domku. - Sophie
- UuU ja wracam do domu o której chce i z kim chcę. – ja
- Tak, ale tobą rodzice się nie interesują.
-Nie kłam, kochają mnie. Zapychają mi braki kasą
i wolną chatą.
I to
droczenie ‘przyjaciółki’: „ja wracam o której i z kim chcę, a ty nie!”
- To masz dobrze.- Sophie
Przebrałyśmy się. Ja założyłam to
A Sophie to
Jeszcze więcej biżuterii na trening!
Mnie bardziej zastanawia deskorolka na treningu
Słuchawki żeby nie słyszeć trenera.
I poszłyśmy na salę prób. Miałyśmy jeszcze 20 min. No to skłony, przysiady, wyskoki, 50 brzuszków, szpagat, gwiazdy, salta. Taka sytuacja.
- Jezu Em ale ty jesteś wysportowana. - Sophie
- Nie . - podniosłam koszulkę i chwyciłam się za brzuch.
- Ale ty masz mięśnie brzucha zajebiste. - Sophie
- Jak byłam młodsza to ćwiczyłam karate i gimnastykę. - ja
- Eh ja to mam tylko sadełko. - podniosłam Sophie koszulkę.
- No, a teraz zdejmuj stanik, biust też
porównamy!
W końcu Emily
stała w kolejce po biust, a Sophie po talent.
-Nie gadaj ty też masz zajebisty brzuch. Masz kolczyk w pępku. - zrobiłam taki szok.
- cii mama nie wie. - Sophie
- A spoko ja mam tatuaż a moja mama nie wie. - odkryłam włosy i pokazałam Sophie mój tatuaż
Jakim cudem jej matka nie zauważyła tatuażu w tym miejscu?
Nie mam zielonego pojęcia!
[Tu następuje bardzo nudny dialog o przyszłych
planach tatuażowych. Zjawiają się chłopacy z 1D]
- Ja wiem oni są. A! wy jesteście One direction.- Sophie dostała padaki jak ich zobaczyła.
Nie martw się, Sophie, ja też mam na niektórych
ludzi alergię.
Podeszłam i dałam jej płaskiego
Przepraszam, dałaś jej co?
Samca
płaszczki!
- Ogarnij się kobieto. To nie jest 1D[Nie? A kto?]to jest Harry, Niall, Lou, Zayn i Liam. - ja
- Dobra już się ogarnę ale nie bij mnie więcej. - Sophie
- No dobrze ja nie chciałam ale inaczej byś nie wytrzeźwiała. - przytuliłam przyjaciółkę.
Przyjaciółkę, którą znasz od paru dni…
- Heloł możemy zaczynać. ? - Martin.
- Poczekaj jeszcze chwile. - wyjęłam telefon i zrobiłam foto chłopakom.
- Co ty robisz Em .? - Sophie
- No chłopacy są w dresach musze to uwiecznić. - zaśmiałam się
I na Pudelka z tym!
Lepiej. Na
Gwiazdunie.
- Em no wiesz co. Jak możesz. ?! - Niall
- A tak .- zrobiłam jeszcze jedno foto.
- Dobra dzieci koniec. Już teraz czeka nas ostra robota. - Martin
Pokazał jeszcze raz kroki i wszyscy tańczyli najpierw krok po kroku a później już całość. Fajnie nam wychodziło. Martin jeszcze męczył chłopaków a ja z Sophie poszłam się przebrać. Tak i znowu wskoczyć w rurki i w bejsbolówkę. Aghh. Kocham <3
Aghh. Nienawidzę <3
Ach..
Gdyby jeszcze One Direction trzymało się ustalonej choreografii.. Uwielbiam
brak doinformowania w tym opku.
Dobra wchodzimy na sale prób się porzegnać [wiecie, co przeczytałam, prawda? Wiecie^^] [Wiemy, wiemy. Przeczytałam tak samo, ehh..] a chłopacy akurat wychodzili.
- Do jutraa.! - ja
- Ej koleżanko jutro jest sobota. Mamy koncert i będziemy tańczyć te kroki co dzisiaj więc radzę ci poćwiczyć. Widzimy się jutro o 08.00 pod agencją i jedziemy na miejsce koncertu wszysko przećwiczyć. - Martin
- O jezu jutro ciężki dzień. Dobra to widzimy się jutro. paa- ja
Szłam sobie wolnym kroczkiem do mojej mamy po gitare. Było już ciemno bo 21.00 nikogo nie ma. Żłapał mnie ktoś za ramię.
Żłapał? W sensie, żałośnie złapał?
Jaki
paring wyrazów. Swoją drogą. Emily i Harry.. Hamily?
Hemily? Erry? Emarry? Nic nie pasuje. Bojkotuję ten ‘związek’.
- AA!!- ja
- Nie krzycz to tylko ja. - Harry
- O jezu [to Jezus czy Harry?] ale mnie wystraszyłeś. - ja
- Ej co się stało popołudniu że się tak spieszyłaś.?- Harry
- Wiesz dla mnie ta jedna godzina to całkiem sporo czasu. Spędziłam tą godzinę z moją mamą. Wiesz ile to dla mnie znaczy.
Dokładnie nic a nic.
Harry poznaje mamę Emily i odwozi dziewczynę do
domu. Dialog, który odbywa się po drodze nie ma absolutnie żadnego znaczenia
dla fabuły, więc nie chcemy was nim dręczyć. Możemy wspomnieć, że Emilcia śpiewa sobie po
drodze, a jej wybranek sugeruje jej, by nie rzucała śpiewu, bo ma ładny głos.
Zieeew]
Weszłam na twittera i dodałam post "Ciężki dzień, ale to nic w porównaniu do jutra. Ja chcę wrócić do Polski. ;(" i ten sam post dodałam na fb. Harry na twitterze w odpowiedzi napisał "Nie jest tak źle. Jutro wielki dzień lepiej idź spać." Napisałam mu sms "Dzięki że przypominasz.".
Żal mi tej kropki na końcu. Nie należy do żadnego
zdania. Taka forever alone ;<
Ta kropka
mogłaby zamienić się miejscami z Emily. Byłoby o niebo ciekawiej!
Odłożyłam laptop i się położyłam.Nie mogłam spać. Zasnęłam i około 05.00 obudził mnie krwotok z nosa.
Dobry budzik nie jest zły^^
Pędem do łazienki. Stałam nad zlewem[Lewitacja?] chyba dobre 20 min. Napisałam sms do Harrego. "Ja nie wiem czy dzisiaj przyjdę. ;/ Problemy zdrowotne." Nie wiem co on robi o tej godzinie na nogach [a żeby pisać smsy, trzeba być na nogach? Ja
czasem rano jestem półprzytomna i jeszcze leżę w łóżku, ale odpisuję] ale odpisał "Przyjadę o 08.00 to pogadamy. A co ci się stało. ? " Jezu napisałam mu [Raczej: Jezu napisał do
niego] "Krwotok z nosa. Nie wiem czy będę mogła tańczyć. " Odpisał "Przyjadę po ciebie. Ale weź ze sobą chusteczki bo jak mi zakrwawisz skórzaną tapicerkę w samochodzie to uduszę."
Mistrz Ciętej Riposty.
Tak ją lubi, że ważniejszy jest samochód.
Coś ty.
Jakbym miała skóry w samochodzie to też bym o nie dbała.
No dobra jak już wstałam to nie ma sensu iść spać. Weszłam pod długi prysznic.
Czuję się biedniejsza od Emily. Mam tylko krótki
prysznic ;_;
Jak wyszłam to prawie nogę złamałam. [Skąd..
Nieważne. Mamy lekarza na Sali, brawo!] Tak mam dzisiaj chyba jakiś pechowy piątek 13.
Czy samo stwierdzenie ‘piątek 13’ nie znaczy ‘pechowy’?
A nie dzisiaj sobota. Ale i tak pechowa. Ciekawe co jeszcze się wydarzy.
Nie chcesz wiedzieć, złotko, nie chcesz.
Włosy spięłam w luźnego koczka i tylko grzywkę zostawiłam. Ubrałam to
Zabrała Sophie bluzkę!
Wyszłam z łazienki do pokoju. I położyłam się na łóżku biorę telefon patrzę a tu już 6.40. Wstałam i poszłam na dół. Rodziców nie było a Mike jak podejrzewam śpi. Napisałam sms do Martina "Kolega mnie podrzuci. ;) Nie czekajcie na mnie." Do Sophie też napisałam żeby się nie denerwowała.
A miała powód, by się denerwować, bo…?
Zrobiłam sobie kawę na przebudzenie i płatki z mlekiem. Nie chętnie, lecz marudząc zjadłam posiłek i wypiłam kawę. Usiadłam się w salonie. Co robiłam żeby się odstresować.? No tak. Paliłam.
Dlaczego ona zapomina kim jest?
To dodaje
opowiadaniu tragizmu. Lub komizmu.
Poszłam do kurtki i wyjęłam z niej paczkę ćmików.
Mów po ludzku! Fajek, papierosów, Marlboro, kurde
Maryla, czegokolwiek, ale ćmików?
Ach, ten
rapsowy slang.
Eh Tak byłam nałogowym palaczem a w Londynie ani razu nie paliłam. Czasu nie było.
Wcale.
Patrzę na zegar 7.30. A zdążę i Harry nawet nie poczuje że paliłam. Wyszłam przed dom i usiadłam na schodach. Wyjęłam papierosa i zapalniczkę. Zapaliłam. Uuf to było tak jakby dopełnienie. Tego mi brakowało. Od razu poczułam się lepiej.
Przepraszam, idę się wyśmiać.
- Em to ty palisz.?! - Harry
- Co?! Jezu co ty tu robisz mialeś być za pół godziny. – jaIle
razy można tłumaczyć. HARRY, NIE JEZUS!!!
A może Jezus Harry?
Hazus!
Prawie jak Hazza, mi pasuje!
- Ale wcześniej przyjechałem bo się martwiłem. Co z nosem. ? - Harry
- Lepiej już mi nie leci. [to znaczy leci gorzej?] - Zgasiłam papierosa i otworzyłam drzwi. - Wejdź.
- Em proszę cię nie pal. Chcesz sobie zniszczyć życie. – Harry stwierdził bez pytania.
- Oj tam oj tam. - ja
- Jak mnie kochasz to przestań. - Harry mnie zgioł jak zapałkę, skąd wiedział że coś do niego czuje.
Występujecie w opku, słońce, to jest oczywiste.
- Jest jeden problem. - ja
- Jaki?- Harry
- Ja cię nie kocham. - jak ja dobrze kłamałam mogłabym iść na aktorstwo.
- Zrób to dla mnie. - zrobił takie słodkie oczy. Spojrzałam głęboko w te jego zielone patrzadła. I znowu krwotok.
Dobra reakcja na wzrok Harry’ego <3
[Emily ogarnia swój nos. Nasi bohaterowie jadą na
koncert. Robią próbę]
- Em wiesz jesteśmy przyjaciółmi nie. ? - Niall
- No tak. - ja
- A przyjaciele mówią sobie wszystko .? - Lou
- No tak a co jest .? - Ja
- No bo my ci chcieliśmy powiedzieć że masz niezłą dupę i nieziemskie nogi. - Liam
- Uduszę was kiedyś. - ja
- Ej daj spokój oni ci słodzą a ty jeszcze narzekasz. - Sophie
- No słuchaj przyjaciółki. – Zayn
Ach, jakie ta aŁtorka tworzy ciekawe dialogi.
AŁtorka
musi sobie dodawać tymi dialogami? Do porzygu no.
Gadaliśmy tak przez jakąś chwilę później chłopacy poszli się przebrać no tak my też musimy. Założyliśmy stroje przygotowane przez panią stylistkę. Zapowiedzieli występ chłopaków. Za 5 minut mieli wejść.
Emily wyjechała z domu o 8. Próba trwała
maksymalnie 2-3 godziny. Oni mają koncert o 11?
To jest
opko, tego nie ogarniesz.
przećwiczyliśmy dokładnie w którym momencie mamy wejść i w ogóle ale i tak miałam stracha. Dobra chłopacy weszli na scene i zaczęli śpiewać i przyszedł moment w którym mieliśmy wyjść. No i dobra zamknęłam oczy i wyszłam. Przez sekundę mnie zmroczyło [nic dziwnego, skoro miałaś zamknięte oczy] ale całe szczęście weszłam w tempie i wszystko wyszło ok.
Po koncercie poszłyśmy się przebrać. Mmm spowrotem moje dresy. <3
Brzmi jakby je jadła.
Może tak
jest?
Jak mieliśmy już wychodzić poszłam z Sophie się pożegnać z chłopakami. Idziemy a tu Harry stoi i się całuję z jakąś laską. Wbiło mnie w podłogę. Po policzku spłynęła mi samotna łza.
Długo nie było samotnych łez.
Nic nie mówiąc uciekłam. Nie wiem gdzie biegłam ale chciałam uciec. Harry nie był moim chłopakiem, ale weź patrz na chłopaka w którym jesteś zakochana jak się całuje z inną laską. Wybiegłam z sali koncertowej i pobiegłam w stronę mojego domu.
Nosz przecież nie wiesz gdzie biegłaś.
Przecież
przed chwilą go nie kochałaś?
Tusz całkiem rozmazany. Cała twarz pewnie umazana ale huj z tym.
Nie dość, że twarz umazana, to jeszcze na niej
chuj.
Już nowego
sobie znalazła? Szybka.
Pobiegłam do parku na przeciw mojego domu. Usiadłam na ławce na której siedzieliśmy z Harrym ten pierwszy raz.
*Oczami Sophie*
Em jak zobaczyła Harrego całującego tą laskę zaczęła płakać i zwiała. Chyba wiem co jest grane. Ona się w nim zakochała.
A teraz nie wiadomo gdzie się błąka.Biedna Em. Harry nie wie co ona do niego czuje i on będzie ją tak ranić dopuki się nie dowie.
Jeśli nie wie, to jest głupi. Jeśli wie, to cham. Tak czy siak, nie warto.
Powiedziała
mu, że go nie kocha przecież. Poza tym. Ma swoje życie chłopak. Może całować
kogo chce. Może on nic nie czuje? Ciągle wierzę, że jest nadzieja dla tego opka
i skończy się ono ASAP.
Em jest odpowiedzialna[Looool] napewno nie zrobi nic głupiego chyba. [Na pewno
chyba. Coś niepewna jesteś.] Jezu proszę żeby jej się nie stało.
Jak trwoga to do Boga.
- Ej Sophie widziałaś gdzieś Emily.?- Harry
- Ty mnie nawet nie denerwuj. - ja
- O co chodzi chciałem jej występu pogratulować. - Harry
- A weź mi zejdź z oczu. Bo przez przypadek dostane kuratora za to że pobiłam biednego Harrego Stylesa.- ja
Przypadeg? Nie sądzę.
- Ale o co chodzi.? - Harry
Niech się domyśli. Odeszłam i pojechałam do domu.
[Mama Sophie dzwoni do mamy Emily, która, o dziwo,
jest w domu, niestety nie ma pojęcia, gdzie się podziewa jej córka].
Napisałam smsa do Harrego "Wiesz co? Em gdzieś znikła. Tak masz z tym coś wspólnego."Jezu biedna Em oby nic jej się nie stało...
Właściwie czemu oni nie mogli po prostu do niej zadzwonić?
Logika w tym opku nie występuje. Po prostu czytaj
dalej…
*Oczami Emily*
Siedziałam w tym parku. Nagle poczułam jak po moim policzku spływa nie tylko łza ale też deszcz.
Łza była tak samotna, że deszcz chciał dotrzymać
jej towarzystwa.
Looooooool.
Te samotne łzy..
[Podjeżdża samochód, z którego wysiada Harry.]
- Czemu tu siedzisz w deszczu.? Przeziębisz się. - Harry
- No i co. ?!- ja
-Czemu płaczesz.? - Harry
- Bo mam za dużo wody w organiźmie. – ja
Prawie jak Nel z „W pustyni i w puszczy” – „Ja
nie płaczę, tylko mi się oczy pocą.”
- Ej Em coś się stało. ? Sophie powiedziała że to przeze mnie. - Harry.
- Nie to nie przez ciebie. - Ja
- Ale widzę że się na mnie gniewasz.? - Harry
- Ja się wcale kurwa nie gniewam tryskam szczęściem. Jestem kurwa w krainie jednorożców i sobie skaczę po łączkach z koniem Rafałem wiesz. – ja
Harry na pewno wie, kim jest koń Rafał.
Ale co z tego? Ważne, że ona wie.
Dokładnie.
Foch to foch.
- Em...- Harry mnie objął.- Cokolwiek zrobiłem przepraszam cię za to.
Żegnaj, normalny Harry. Witaj wśród postaci bez
mózgu.
Ej… przez chwilę myślałam że to ‘Em’ to próba
myślenia, a to jednak imię Mary Sue.
Uwolniłam się z uścisku chłopaka i pobiegłam do domu. Zamknęłam drzwi i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Em ogarnij się. Rodzice w domu i Mike. Pierdolić ich też mogę czasem okazać emocje. Nie przestawałam płakać. Jak tylko Mike usłyszał że przyszłam to przyszedł.
Rodzice klasycznie mieli to w czterech literach.
Ona mówi
sama do siebie?
- Ej młoda co jest. ? - Mike. Nic nie odpowiedziałam tylko go mocno przytuliłam w efekcie obydwoje byliśmy mokrzy. - Ten chłopak ci coś zrobił.?
- Nie.! Zostaw go to nie jest jego wina. - ja
- Nie wytrzymam to jest jego wina. - Mike
- Proszę nie rób mu nic. On zarabia na swojej twarzy. I tylko to potrafi.- ja
- No i gówno mnie to obchodzi. Na reszcie swojego ciała nie zarabia.
Skąd wiesz?
Zarabia
twarzą? Tylko to potrafi? Wychodzę, cześć!
Słyszałaś kiedyś takie powiedzenie kopać leżącego.? Wypróbuję to na nim. - Mike
- Daj spokój będziesz miał przez to problemy. Ten debil nie jest tego warty. - powiedziałam i poszłam wrzucić do prania wszystkie przemoczone ubrania. Weszłam pod prysznic.
Długi czy krótki?
Przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Obudziłam się jak zwykle o 05.00. Włosy spięłam w koczka no i norma grzywka z przodu.
Nienormalna z tyłu.
Ubrałam to
Te nogi musiały dobrze na niej leżeć.
Ręka również.
[Emily biega w parku. Sophie wyciąga ją na
pocieszające zakupy.]
W efekci wzbogaciłam się o dwie nowe pary vansów, Jedne conversy, rurki w kolorach: fiołkowy, saledynowy [że jaki?] i pomarańczowy, bluzę, dałam się namówić na jedne szpilki, bransoletkę, zegarek na łańcuszku, torbę z adidasa fioletową. Ale to nie koniec właśnie zmierzałyśmy do empiku. A tam taka kupa wiary.
Kupa czego?
Empik w UK?
- Ej co tu się dzieje.? - Sophie spytała jedną z lasek
- One direction podpisują płyty. - odpowiedziała
- Sophie chodźmy stąd proszę. - powiedziałam już prawie płakałam. Kurde zakupy nie pomogły.
Dostałam sms "Poczekaj. Proszę." Tak od Harrego. Hazza z pomocą swojego ochroniarza przedostał się przez tłum fanek.
Wyobraziłam sobie, jak barczysty facet podnosi
Harry’ego i niesie go przez tłum fanek.
To pewnie
był Paul, o istnieniu którego Heroina pewnie nawet nie wie.
Paul Higgins ^ :-)
- Em. Co się dzieje. ?- Harry
- Nic. Nie widzisz jestem na zakupach a ty mi przerywasz. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Jejku nie wiedziałam że jestem taką świetną aktorką. Kolejny talent?
- Napewno wszystko ok.? Wczoraj nie chciałaś mi nic powiedzieć. A Sophie tez nie chciała nic powiedzieć oprucz tego że to przeze mnie.- Harry
- Sophie debilu co ty mu nagadałaś.? Dlaczego zmieniłaś płeć? - ja
- Ja nic. - Sophie.
- Dobra wracaj lepiej do tych swoich fanek. - odwróciłam się i poszłam w drugą stronę.
On nawet nie wie ile mnie to kosztowało. Najchętniej bym mu wszystko powiedziała ale nie mogę teraz muszę być silna. Dam radę. Jestem Merysójką.
[Emily zamierza nocować u Sophie, jednak
postanawia spotkać się najpierw z Harrym.]
- Em o co ci chodzi.? - Harry
- Mi o co tobie chodzi.? - ja
- Em ja nie umiem czytać w myślach. - a szkoda
Znając ten zapis dialogów – kim jest „A szkoda”,
która to powiedziała?
- No bo nie musisz.- tak świetna ze mnie aktorka
- Widzę że coś się dzieje. I wiem że to przeze mnie bo mi to Sophie powiedziała. - Harry
- Jak ci to powiem to będę musiała cię zabić albo się zabić.- Spojrzałam na niego ostrzegającym spojrzeniem.
-Go ahead.
Zabij się,
nie jego.
- Zaryzykuję jeśli ma na tym cierpieć moja przyjaźń... - Harry
- No więc właśnie o tę przyjaźń chodzi. - ja
- No i co z nią. ?- Harry
O nie. To ten moment.
- No chodzi o to że ja bym nie chciała się z tobą przyjaźnić. - ja
- Aha.....- Harry nie zacził o co mi chodzi.
- Ja nie chcę się z tobą przyjaźnić. .........- ja
Nie. Nie. Nie.
- No jezu człowieku ona się w tobie kocha.... Sorry Em nie lubię jak ktoś owija w bawełnę.- Sophie
Nie.
- To prawda. ?- Harry spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem
- Tak to jest prawda. - poczułam jak cały świat wiruje. I długo nie czekałam na nadejście czanej pustej przestrzeni.
:_;
__________________________________________________________________________________________
Sorrki za błędy. Nie przepraszaj, POPRAW!
Jest kolejny rozdział długi. :)
Za długi.
Oj za.
Rozdział 7
*Oczami Sophie*
O jezu ona zemdlała. Przewróciła się na chodnik i nieźle przyrąbała głową
o krawężnik.
- Harry zrób coś debilu. Dzwoń na pogotowie. – ja
Czy naprawdę nikt w opkach nie zna zasad pierwszej
pomocy?
Nie mieli EDB w szkole.
Harry zadzwonił [posłuszny chłopak] i już po chwili przyjechali.
Chodziłam z kąta w kąt.
W tym parku były kąty?
Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Chłopacy przyjechali.
- Co jest z Em. ? – Zayn
- A nic, postanowiła się zdrzemnąć.
- To wszystko moja wina. - Zaczęłam płakać. Zayn mnie przytulił. To było
miłe.
Mam nadzieję, że to, że Zayn ją przytulił, a nie to,
że płakała, a jej przyjaciółka była nieprzytomna.
Nadzieja matką głupich… Ałtorko! Wiem, kto
jest matką Twojego opka!
- Ej daj spokój. To napewno nie jest twoja wina. Poprostu organizm Em
zareagował tak na coś. - Zayn
- Na mnie. [ach, te ludzkie alergeny] Jakbym się z nią nie zaprzyjaźniła to by było
ok. - Zayn jeszcze mocniej mnie przytulił.
Jak jeszcze trochę ponarzeka, to może ją udusi!
*zaciska kciuki*
Sophie jest nawet w porządku, niech udusi
Emily!
Nie
wiesz, co mówisz...
Wyszedł lekarz z jej sali.
W którym momencie znaleźli się w szpitalu?
Teleportacja! Znowu, myślałam, że tylko
poprzednie opko miało takie zdolności.
- Co z nią. ? - ja
- Ma poważny uraz głowy. Bardzo mocno uderzyła. [Co? Kogo?] Na dzień dzisiejszy
nie pozostaje nam nic innego jak czekać. Zapadła w głęboką śpiączkę. Może
obudzić się za tydzień, za miesiąc, albo wcale. - lekarz odszedł a ja po jego
słowach stanęłam jak wryta.
O zgrozo! W
sumie nie.. Myśląc trzeźwo, gdyby już się nie obudziła, istniałoby
prawdopodobieństwo, że nie powstałaby dalsza część tej zakręconej historii. No,
ewentualnie scena pogrzebu opisana oczami Sophie.
Przepraszam, ale ja nie wytrzymam. Przyjaciółka
Emily powiedziała Harry’emu, że ta go kocha, po czym Em PRZYZNAŁA SIĘ do tego i
z przerażenia/wstydu/anemii zemdlała, przywaliła głową w krawężnik i jest
nieprzytomna? Buhahahaha
Każde opko musi mieć wątek ze szpitalem?
Uśmierć ją teraz i będzie po sprawie.
*zaciera
dłonie*
To było przeze mnie. To ja powiedziałam Harremu o tym że Em go kocha.
Jakby zrobiła to po swojemu to byłoby inaczej. Harry chyba wiedział o czym
myślę podszedł do mnie.
- Siedzimy w tym razem. [W czym, przepraszam? W szpitalu?] Nie możesz się
obwiniać. - Harry
- Wiesz co teraz to twoje "nie możesz się obwiniać" to ja mam w
dupie. I tak masz rację to nie jest moja wina tylko twoja. - powiedziałam.
Kobieta zmienną jest
Szybko przechodzi od ‘moja wina’ do
‘Harry’ego wina’
- Teraz będziesz na mnie cięta.? !- Harry
JAK ŻYLETA!
- A huj cię obchodzi co ja będę a co nie będę. Ona tu leży przez ciebie.
To ty ją chciałeś poznać nie ona ciebie. Więc to twoja wina. - krzyknęłam do
Harrego.
„Chciałem
poznać dziewczynę, więc to moja wina, że zrobiła sobie ‘ała’.” Tlenu!
StrawCherry śpieszy na ratunek!
- Dobra. Ja nie wiem co się stało w tym parku, ale krzykiem nic nie
załatwicie. Em by nie chciała żebyście się kłócili. - Zayn
- Wiesz Zayn co jest najgorsze.?! Że to naprawde moja wina. - Harry
- No i masz babo placek nareszcie zrozumiał. [Coś mi tu nie gra. Coś musiało zostać
źle zastosowane.. Gdzie mi tu z tym plackiem? Przecież to dobrze, że
zrozumiał!] Harry za każdy tydzień który ona tu będzie leżeć dostajesz
liścia. – ja
Wylałam herbatę, krztusząc się ze śmiechu. Za każdą
kroplę zmarnowanej herbaty dostajesz… jeszcze nie wiem co, ale coś złego i
strasznego!
Za każdy błąd w tym opku Ałtorko dostajesz
wypracowanie na polski!
Ło matulu, proszę, nie! Miej litość dla
polonistki, ona musiałaby to biedna czytać!
- Nie, Nie, nie. żadnych liściów. – Zayn
Brawo, Zayn!
Masz rację. Nie ma żadnych liściów. Ale za to są liście! Za każdy błąd w tym
opku! P.S. Zgłaszam kandydaturę Zayna na współprowadzącego Mistszów!
Zayn jako piąty? Pasuje mi to :D
Mi
bardziej ;)
Miałam ich dosyć. Weszłam do sali Em. Chwyciłam ją za rękę.
- Obiecuję ci że stąd wyjdziesz. I znowu będziesz zwykłą szczęśliwą
nastolatką. - powiedziałam.
Znowu będzie
szczęśliwą nastolatką? Zwykłą nastolatką? To ona kiedykolwiek taka była? Zwykła
i szczęśliwa? BULLSHIT?
Było już późno wróciłam do domu i ze łzami w oczach poszłam spać.
Dwa miesiące później
God bless! W
końcu wiem, kiedy i o ile przeskakujemy w czasie ♥
*Oczami Emily*
Obudziłam się i delikatnie otworzyłam oczy.
Z taneczną gracją zapewne.
Byłam w błękitnej sali, w której była jedna lampa, która nie dawała zbyt
wiele światła. Podejrzewam że była godzina około 10.00.
Co? Budzi
się ze śpiączki i podejrzewa, która jest godzina?
Może ma zegar zamiast mózgu? To by wiele
wyjaśniało.
Może zmień opowiadanie z „OneDistory” na „MamZegarWMózguIJestemFajna(CHYBA)”
Albo
na „NicNieWiemNieZnamŚwiataAleWiemKtóraGodzinaZawszeIWszedzie”?
Chodzący (śpiący) zegar.
Rozejrzałam się jeszcze raz po całej sali. Chyba byłam w szpitalu. Jak ja
się tu znalazłam. ?! Mam czarną dziurę w pamięci. Pamiętam że byłyśmy z Sophie
na zakupach, później przyjechał jej tata i pojechałam do niej na noc. A potem
miałyśmy się spotkać z Harrym w parku. I dalej nic, pustka, nicość, dziura.
Skarbie, to nic nowego. Wnętrze twojego mózgu wygląda
tak od dawna.
Upadek niczego nie zmienił.
Nic a
nic. Ale byłoby śmiesznie, gdyby coś pomógł. Odrobinkę? Hę?
Obok łóżka na fotelu [fotel w szpitalu?] zobaczyłam
śpiącego Harrego. Uuuu był taki słodki. [Uuu.. Ciacho! A masz ci, babo, placek (na fotelu w
dodatku)!] A gdzie Sophie.
?
- Em ty żyjesz.?!!! - zaczęła się drzeć w drzwiach.
- Błagam cię moja głowa. - chwyciłam się za głowę. Uderzyłam w nią lekko dłonią. Uff, ciągle pusta!
Dzikie krzyki radości obudziły Harrego.
„Błagam cię moja głowa” jako dziki okrzyk radości.
Nice.
Przeciągnął się i sobie ziewnął. Jak słodko.
Ekhm, skoro nie pamiętasz, że przyznałaś mu się, że
go kochasz to CHOLERA! On się całował z inną laską przez co byłaś na niego
obrażona! To PAMIĘTASZ!
- Co jest Sophie. ? - spojrzał w moją stronę - Jezu Em ty żyjesz!!
„- A już
mieliśmy nadzieję, że spotkamy się na twoim pogrzebie i skończymy być
bohaterami twojego opowiadania.”
Uwielbiam to ich zdziwienie! Przecież ona cały czas żyła, tylko sobie spała jak
królewna.
Do królewny jej daleko…
Ale,
kiedy spała, ja czułam się królewsko.
To tak jak z Kristen Stewart w „Królewnie
Śnieżce i Łowcy”. Jak spała, to przynajmniej miała zamkniętą buzię :D
- Błagam was moja głowa. - pożaliłam się
To już słyszeliśmy… dwa zdania temu.
Harry z wielki smilem [uśmiechem kochana, uśmiechem, błagam] zadzwonił do
chłopaków o nie więcej dzikich krzyków. [A ja myślałam, że te chłopaki to One Direction a nie
‘o nie więcej dzikich krzyków’.][Może
zmienili nazwę i o tym nie wiemy? :o][Kto jak kto, ale ja bym wiedziała!] Po
chwili przyszedł lekarz i robił mi całe mnóstwo badań. Po jaką cholerę mu je
wszystkie.
Oglądał w
dzieciństwie Pokemony, a ty się dziwisz.
Lekarz robił jej badania na oczach Harry’ego i
Sophie?
Nie wnikam…
W
grupie zabawniej.
- Jak masz na imię. ? - lekarz
- Emily.- ja
- Ile masz lat. ? -lekarz
- 17 niedługo 18.- ja
- Jaki dziś dzień. ? - lekarz
- yyy zdaje mi się że 7 stycznia. - lekarz na mnie takie WTF?! strzelił.
Takie
‘WTF?!’?
- Dzisiaj jest 28 marzec. – lekarz
To brzmi
jakby dziś był jej 28 marzec [albo marzec
28r.],
czyli urodziła się w pierwszym kwartale roku, 28 lat temu, tak? A przed chwilą
mówiła, że ma 17 lat. Czyli jednak mocno się uderzyła. Albo tak długo spała.
- Jak to ja byłam w śpiączce przez ponad dwa miesiące.? – ja
Jako, że opowiadanie powstało w roku 2012 wnioskuję,
iż nasza heroina spała minus 1984 lata. Trochę długo. I pomyślcie ile to
„liściów” dla biednego Harry’ego.
Harry Stylesie, pożegnaj się z twarzą…
- Tak i twoi przyjaciele bywali tu codziennie. Nawet jak im powiedziałem
że nie ma szans że się obudzisz. A tak w ogóle to ktoś tam na górze musi cię
kochać. - wskazał palcem w górę.
Co to to nie! *woła oburzona, pochylając się NAD
laptopem*
- Ale naprawde. Jakie było prawdopobobieństwo że się obudzę. ? - byłam
ciekawa.
- Jakieś 40% na 60% - lekarz
To całkiem spore. 0,4/0,6 x100% = ok. 0,(66).
- Ja zawsze byłam inna. - uśmiechnęłam się.
Yyy… Inna niż kto?
- Życzę ci szybkieo powrotu do zdrowia. Jak dobrze pójdzie to już za
tydzień wyjdziesz. – lekarz
Biedny doktor. On też ma jej dość.
Dziwisz mu się?
- Dziękuję. - lekarz sobie poszedł.
Nie dziwię mu się.
Poleżałam tak chwilę i za chwile wlecieli do mnie chłopacy. Zaczęli mnie
przytulać i krzyczeć.
- Zamknijcie ryje. - krzyknęłam - dopiero co się obudziłam a już mam was
dosyć. Ale i tak tęskniłam. - uśmiechnęłam się szeroko.
Swoją drogą, gdzie jej brat, z którym jest tak
strasznie zżyta? I przyjaciele z Polski, którzy tak ją kochają?
Robsony i te inne? Pewnie mają ją gdzieś.
Jak lekarz.
Medykbson?
- Em ty w ogóle pamiętasz co robiłaś zanim tu trafiłaś.? - Harry
- W sumie to nie. Wiem że miałam razem z Sophie się spotkać z tobą w
parku. No i wyszliśmy od niej z domu i później totalna pustka. Pamiętam koncert
i nasz taniec i.... - to nie miłe wspomnienie powróciło.
- Ii co jeszcze. ? - Zayn
- Że byłyśmy z Sophie na lodach w takiej genialnej lodziarni i na
zakupach kupiłyśmy strasznie dużo ciuchów. A później spotkałyśmy was w empiku. [Empik? W UK?]
Gadałyśmy przez chwilę z Harrym. No i później przyjechał po nas tata Sophie i
to co opowiadałam wcześniej miałyśmy się spotkać z Harrym bo chciał coś. I
nawet nie pamiętam co. - ja
- Hehe Haroldzie [Może jeszcze Heroldzie?] o
czym rozmawialiście przyznaj się bo jak nie to będziemy torturować Sophie. -
Zayn spojrzał na Sophie takim innym wzrokiem. UuU co tu się działo jak mnie nie
było. Znaczy jak spałam.
Co się działo? Tortury?
- Ni huja nie powim prywatna sprawa. - Harry
- Harry brawo przeklnęłeś nie jesteś już dziewicą. - ja. Wszyscy patrzą
na mnie z wzrokiem WTF.?!
Też patrzę teraz w monitor wzrokiem WTF.?!
- Dobra Sophie nie chciałem ale muszę. - Zayn zaczął łaskotać Sophie. Jak
oni słodko razem wyglądają.
- Nie powiem. - Sophie.
- Bo urzyję drastycznych środków. - Zayn
Rżyj, koniu.
IHAAA!
Proszę… Tylko nie koniu…
- Nie mogę powiedzieć. W tamtym dniu za dużo powiedziałam i już nie będę
tak kłapać językiem. - Sophie.
Zayn puścił Sophie.
- I nagle wszyscy się zastanawiają co się stało w parku . - walnął Niall
i wszyscy wybuchli śmiechem
Niall też by się nadawał do Mistszów…
Zaprośmy
ich wszystkich do wspólnej analizy! Dla mnie raj.
Liberum veto.
- Oj Niallku nawet ja nie wiem co się działo. - uśmiechnęłam się do
blondyna.
Chłopacy spędzali ze mną codziennie minimum po dwie trzy
godziny. Zabierali mnie na spacery po ogrodzie szpitalnym. No i narazie nie
mogę tańczyć. Będę chodzić przez miesiąc na rehabilitacje. No tak przez ponad
dwa miesiące nie chodziłam mięśnie się zastały. Jest już trochę lepiej. Przez
cały tydzień zastanawiałam się co się działo w parku. Harry rzadko ze mną
rozmawiał i cały czas jakoś był taki przygaszony.
Może mu się nie układało z tą laską, z którą się
całował po koncercie?
Albo stwierdził, że dobrze, że masz amnezję,
przynajmniej nie będziesz pamiętać, że powiedziałaś że go kochasz i nie będzie
niezręcznie.
Strawcherry,
ode mnie masz propsy<3
Nadszedł dzień w którym miałam
wyjść. Tak to był 5 kwietnia. Jezu za miesiąc koniec szkoły.
Em, Jezus o tym wie, on wie wszystko, nie musisz mu
tego mówić.
Pamiętaj, ona ma swojego Jezusa…
Nieźle. Obudziłam się od rana cała happy. Bo miałam wyjść ze szpitala.
Delikatnie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Ledwo trzymałam się na
nogach. Było trudno. Ale i tak lepiej niż jak pierwszy raz wstałam z łóżka.
Włosy spięłam w koczka i na rutynie grzywka sprzodu.
Słyszałam już o układaniu włosów na żel, ale na
rutynę to jeszcze nie ;o
Jestem ciekawa jak to wygląda…
Ubrałam to
Tak kochana Sophie przyniosła mi ubrania. Lekarz przyniósł mi wypis.
Nikt nie przyniósł mi inteligencji.
Ale chyba muszę z tym żyć.
- Widzimy się w poniedziałek na rehabilitacji. - lekarz
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się szeroko.
Nie pewnie wstałam na własnych nogach. Lekko się kiwałam jakbym była
piana. [To
się nazywa wścieklizna. Piana z ust i te sprawy.] Harry złapał mnie w
tali.
Skąd tu Harry?!
- Może pomogę. ?- uśmiechnął się loczek
- Od kiedy ty taki uprzejmy jesteś. ?- nabrałam podejrzeń.
- Dla ciebie zawsze. - Harry
- No dobra powiedzmy że ci ufam. - ja
Poszliśmy w stronę windy. Zajebiście winda zepsuta. Poćwiczę chodzenie.
Przecież ćwiczyłaś! Cały tydzień szlajałaś się po
szpitalnym ogrodzie!
Może lewitowała?
No to idziemy po tych cholernych schodach. Tak nieźle idź sobie 3 piętra.
Niektórzy muszą tak codziennie…
Niektórzy nawet i sześć.
No to już, chyba że winda faktycznie zepsuta.
Harry widząc jak się męczę wziął mnie na ręcę.
- A tobie co odwaliło. ?- walnęłam taki szok.
- Pomagam przyjaciółce. - Hazza
- Dobra czego chcesz.? - ja
- Ej no jak jestem nie miły to źle jak jestem miły też źle to ja sie może
wcale nie będę oddzywać. ?- Harry
- Nie możesz być miły mi to na rękę. - posłałam mu promienny
uśmiech.
Zw,
idę szukać logiki.
Jak
już idziesz logiki szukać, to poszukaj przecinków.
Zeszliśmy na dół. Harry postawił mnie na ziemię. Zakręciło mi się w
głowie i znowu wylądowałam w ramionach Harrego.
- Heh może cię do samochodu zanieść .?- Loczek się zaśmiał.
Nie, nie będzie obrazka.
- Nie dziękuję poradzę sobie. - z dumną miną stanęłam i powoli poszłam
samodzielnie.
- Uważaj bo cię zaraz żółw prześcignie. - Harry przeszedł obok mnie i
szedł przedemną przodem do mnie. - Dalej uda ci się. Jedziesz.
Jaki
żartowniś!
- Harry ryj w podłogę. - wkurzyłam się - irytujesz mnie. Zostaję tu
nigdzie nie idę.
Nie, nie dam
tu obrazka ryja w podłodze, nie.
Usiadłam się delikatnie na zimnym chodniku. z walnęłam focha.
Ferdynanda
Focha?
- No Em poddałaś się. Jak mogłaś. To ty zawsze mówisz że nie można się
poddawać i trzeba walczyć do końca. - Harry mnie wkurzał jeszcze bardziej.
- Nigdzie nie ide.- ja
Harry chyba nie wiedział co zrobić. Usiadł się obok mnie i też walnął focha.
Biedny,
pobity Foch :-(
- Co wy odpierdalacie. ? - Zayn
Bijemy
Focha.
- Pss - spojrzałam na Harrego który siedział plecami do mnie.
- Nie czas strzelać fochy dalej ruszcie dupy. – Sophie
Teraz
jeszcze będą do niego strzelać, dzikusy!
Widać walenie nie wystarcza.
Sorry,
ale.. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA. HA.
- Jak ona nie idzie to ja tez nie - Harry
Zayn spojrzał na Lou, Liama i na Nialla.
- Harry oni coś kombinują. Uciekamy.? - ja
- Za daleko nie uciekniemy. - powiedział Harry podnosząc się z
ziemi.
- A teraz Em jak bardzo nas kochasz.? - Niall
- Bardzo a co ? - ja
- Czyli się nie obrazi. - Niall podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
Wsadził delikatnie do samochodu na miejsce pasażera.
- Dziękuję. - dałam mu buzi w policzek.
- Nie ma sprawy do zoba. - uśmiechnął się blondyn.
Harry wsiadł na miejsce kierowcy. O nie to dlatego był miły. Chce mnie
zabić. Aaaa! Ja chcę wysiąść.
Ja też.
Czyli z tego opka jest jakieś wyjście?
- Hej . - uśmiechnęłam się szeroko.
- A ty co się tak szczerzysz.? - loczek
- A nicoo. - ja. Wyciągnijcie mnie stąd- Nikt z nami nie jedzie. ?
- Nie. - jeszcze bardziej się boję.
Wywiezie ją do lasu
i zgwał... nevermind.
Przecież on nie musiałby nawet jej gwałcić. Sama by mu dała!
Jechaliśmy przez chwilę w ciszy. Dobra nie chciał mnie zabić jechał
przyzwoitą prędkością.
Jechał prędkością? Nie samochodem?
- Harry o czym my wtedy gadaliśmy w tym parku. ? - zapytałam
- Na serio nie pamiętasz. ?- Harry. Pokiwałam głową że nie pamiętam.
I pokręciłam głową, że jednak pamiętam.
Kurde co tam się działo.
Ostre melo
było.
- No więc gadaliśmy o tym czemu od koncertu zrobiłaś się taka dziwna i że
płakałaś wtedy w tym deszczu.... - Harry coś tam pieprzył a mi się wszystko
przypomniało. - I wtedy wjechał w ciebie ten samchód.
Sam chód. Wjechał w nią człowiek idący pieszo. Wait.
Wjechał w nią człowiek… Nie, nie dokończę.
Nie słuchałam ale coś mi się wydaje że nasz Hazza dał się ponieść
wyobraźni.
- Harry co ty brałeś. ?- ja
Lepsze pytanie: co Ty brałaś?
- Nic a czemu pytasz. ?- Harry
- Bo właśnie mi się przypomniało wszystko i tam nie było żadnych
samochodów. – ja
A były same chody?
- Aha czyli ci się przypomniało.. - Harry znowu zmulił.
Zatrzymaliśmy się na światłach. On wie. Muszę coś zrobić. Myśl myśl. No
tak Em udaj głupią zawsze ci to dobrze wychodziło. Nie w tym przypadku się to
nie sprawdzi. Hmm. Harry spojrzał w moją stronę. A ja szybko i na spontanie go
pocałowałam. Tak nie musze udawać głupiej przecież ja jestem głupia.
- Przepraszam. - ja
Do końca naszej podróży była cisza. Tak wiem o czym on myślał. "Ale
idiotka myśli że z nią będę. Haha ona się we mnie kocha. Haha." Zrobiło mi
się przykro. Już prawie płakałam ale musiałam się ogarnąć jeszcze troche i
będziemy pod moim domem. Harry zaparkował. I tak siedzieliśmy przez
chwilę.
Czekajcie, próbuję ogarnąć… Zrobiło jej się
przykro, bo we własnej (lekko posranej) główce ubzdurała sobie coś, co niby
myśli Harry? Hello. Harry! Wieź ją do psychiatryka, póki jesteście w
samochodzie!
- Chyba muszę iść. - ja
- Em... Porozmawiaj ze mną. - Harry
- Ja mogę wysłuchać podobno jestem dobrym słuchaczem. - ja
- Em. Ja wiem że ty do mnie coś czujesz. Bo mi powiedziałaś. Ja nie byłem
pewien czy coś do ciebie czuję czy nie ale jak mne pocałowałaś to już teraz
jestem pewien w stu procentach że coś do ciebie poczułem. – Harry
And let me kiss
you! Na na na na na na na na..
Baby say yeah, yeah, yeah,
yeah
If
you don’t wanna take it slow and you just wanna take me home
Uśmiechnął się do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Jezu moje serce
waliło jak oszalałe. wplótł swoją rękę w moje włosy i bardzo czule mnie
pocałował. Odpływam.[To teraz jesteś na statku?]
Dobra już go wcześniej całowałam ale to było boskie uczucie.
- hihihihihihihihihihihi - zaczęłam chichotać
- Z czego zacieszasz .? - Harry
- Bóg mnie jednak kocha.- uśmiechnęłam się.
Masz na
myśli Harry’ego? Hmm?
Harry pomógł mi wysiąść i zaprowadził do domu. Otworzyłam drzwi. No tak
rodziców nie ma a Mike poleciał do Polski na dwa tygodnie.
Skąd wiesz?
Weszliśmy i od razu położyłam się na kanapę w salonie.
- Oh tęskniłam za moim domkiem. - ja
- nie wątpię. - Harry chciał już wyjść.
- Zostaniesz ze mną jeszcze trochę ? - ja
- No dobrze. - Harry
Zdjęłam kurtkę i poszłam do kuchni. Mogłam się w miare samodzielnie
poruszać przy ścianach, a Harry łaził za mną wszędzie. To słodkie. . .
Nie, to przerażające.
*Oczami Sophie*
Pejechaliśmy [Peję chaliście? Peja będzie zły. I napisze solówkę na was.] do
chłopaków. Bardzo się zbliżyliśmy od kiedy Em leżała w szpitalu. [NO OCZYWIŚCIE]
Dzisiaj miałam u nich nocować. [Przyjaciółka leży w
śpiączce a Ty się „zbliżasz” do chłopaków?] Moich rodziców nie było na
weekend bo pojechali na jakiś piknik razem z rodzicami Emily. Smutne że ona w
szpitalu a oni balują. [Przecież już wyszła ze szpitala!] Chłopacy pojechali
na zakupy to nie prędko wrócą. Niall w markecie to jak dziewczyna w sklepie
obuwniczym.
Musiałam! Jestem dziś w nastroju
na zdjęcia..
Zostałam sam na sam z Zaynem. Już chciałam zagadać.
Zayn nie był chłopakiem?
- To ja pójdę pod prysznic. Obejrzyj sobie telewizję w tym czasie czy
coś. - Zayn
- Spoko- ja
Ja to zawsze mam takie "szczęście". Siedzę tak siedzę. I
dostałam sms od Zayna. "Chodź na chwilę na taras." A skąd on się
kurwa na tarasie wziął. ? Przecież siedział pod prysznicem. No dobra idę
korytarzem którym się idzie na taras [całkiem logiczne, że na taras kierujemy się
korytarzem, który prowadzi właśnie na taras] a tu peło płatków róż
dróżka ułożona ze świeczek. A na ścianach ponalepiane karteczki z strzałkami i
napisami typu "jesteś blisko" "jeszcze kawałek". To było
słodkie i zabawne. Wchodzę na taras a tu stoi Zayn w białej koszuli z karteczką
"Znalazłaś mnie". Mrau <33 [Jedyne, co jestem w stanie z siebie
wydusić w tym miejscu to jedno ogromne LOL] Z szerokim smilem na twarzy
już chciałam zacząć nawijać a tu Zayn wyjmuje
pilota od wieży i włącza podkład do piosenki "Moments" obejmuje mnie
w tali i zaczyna śpiewać. [Halo! ‘Moments’ nie jest czasem o tym, że dziewczyna umiera
i chłopak cierpi i chciałby z nią spędzić choćby jeszcze jeden dzień? Przecież
ty jeszcze żyjesz, złotko! Może Zayn ma jakieś
inne plany wobec niej…] UuU jak słodkoo. [ZŁOTKO-SŁODKO. JA MISTRZ] Jak
już skończył. Ja stoje z zacieszem i szokiem na raz.
Może jednak
umarła na tym tarasie. O, Julio. Ach, te tarasy.
Pieprzona Julia?
Pieprzony
Romeo.
Solony Parys.
- Sophie ja czuję coś do ciebie i chciałbym żebyś została moją
dziewczyną. - Zayn.
- Zayn ja też chcę żebyś był moją dziewczyną... znaczy chłopakiem.- ale
walnęłam
Dobrze, ze
tym razem biedny Foch nie został poszkodowany.
Ale teraz nie wiemy kogo walnęła? Może
Ciebie? Może mnie?
Ja
nie czuję się walnięta!
Zayn podszedł do mnie nasze twarze były tak blisko. Dzieliły nas
minimetry. A jak Zayn chciał nie pocałować to wparował Niall.
To dobrze. Przecież chciał nie pocałować.
- Zayn zdradzasz mnie.! - krzyknął Horan
- My tu jesteśmy w trakcie SIOO.! - Zayn
Słabego I Ogłupiającego Opka.
- Chcę rozwodu. - Niall zaczął udawać że płacze.
- Ja tu miałem całować moją nową dziewczynę. - wydarł się Zayn
- Dobra dzieciaczki chodźcie. - popchnęłam chłopaków
- A dostanę lizaczka.? – Niall
Próbuję nie mieć skojarzeń. Próbuję.
Chłopacy poszli a ja podeszłam do Zayna [Kurczę!
On serio nie jest chłopakiem!] który smutał i go bardzo czule i
namiętnie pocałowałam. Zayn odrazu nabrał humoru. Zeszlliśmy na dół. Tam już
ani śldu po świeczkach i płatkch róż. I zgubionych
samogłoskach.
- Gdzie to się podziało. ?- ja
- Wiesz Lou nie każe Niallowi bawić się ogniem bo się boi że sobie coś
zrobił więc pewnie posprzątał. – Zayn
Bawi mnie,
gdy ktoś zamiast „zabrania” mówi „nie każe”.
- Jezu on ma 18 lat. No dajcie spokój. - ja
Patrzę a tu Niall zbiera płatki róż w różowej spódniczce założonej na
spodnie.
- Dobra ja chyba zmieniłam zdanie. - ja
Resztę wieczoru mieliśmy spędzić na oglądaniu Horroru.
Horroru pod tytułem „Horror”.
A może to komedia „Horror”?
Położyłam się na kanapie z głową na kolanach Zayna i robiłam mu akuku.
Co, proszę? Aaa! Produkowała żelki!
Składaki?
Serio? Mi się to tylko z namiotami kojarzy, a to zdanie już wcześniej miało dla
mnie podteksty erotyczne..
Składak nie kojarzy ci się z rowerem?!
Też. Ale nie w pierwszej kolejności.
Nie lubię horrorów bo się ich nie boję. Film się kończy a do salonu
wchodzi Hazza.
Nie lubię
horrorów bo się ich NIE BOJĘ. W sumie.. po dłuższej analizie to zdanie mogłoby
mieć sens, ale nadal nie.
- AAA!!!!!! On przyszedł zjeść nasze mózgi proszę cię weź Nialla on i tak
tam nic nie ma. - Zaczął krzyczeć Lou
- No ej. Foch w huj. Panie ząbiaku prosze zjeść Lou to takie zamówienie
specialne odemnie. - Niall
- Ale z was debile to Hazza. - podeszłam do włącznika i zapaliłam
światło.
- Ah to tylko ty. O której to sie do domu wraca. ?!-Lou zaczął na niego
krzyczeć jak matka.
- Jezu Lou [Jezu Chryste, jak już][KOLEJNY JEZUS?][Jak dla mnie Lou może być nawet
Jezusem!] daj spokój. I tak mi nie zepsujesz humoru.- Harry miał
zaciesz. Później wypytam Em.
A może to
nie jej zasługa? A potem znów się popłacze.
W końcu poszliśmy spać. Ja miałam spać w pokoju gościnnym ale
stwierdziłam że się boje i musze spać z Zaynem. Na serio się nie bałam ten film
był nudny. No i w końcu wtulona w mojego przystojniaczka zasnęłam.
Aww... Rzygam
tęczą.
Mnie się już tęcza skończyła.
Pozdrawiają Was i życzą Wam Szczęśliwego Nowego Jorku Roku Mika modląca się do Jezusa Harry'ego, Fangholder przygotowująca pieprzonego Romea z Julią na sylwestrową imprezę, Wiera bijąca Focha i StrawCherry zajadająca się Rogerem.