Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

10. Śmiertelna Hermiona, różowe prosięta i przeniesiony do Anglii Hogwart - Harry Potter: Dobry czy zły? cz.II

Witajcie, drodzy Czytelnicy!
Dzisiaj mamy dla Was kolejną część bredni, które , Gabriel Kuby, umieściła w swej ksionrzce "Harry Potter: dobry czy zły?". Aby odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie zawarte w tytule (zapomnijmy na chwilkę, że odpowiedź była w trzynastym zdaniu tego dzieUa, dobrze?), warto zaznajomić się z głównymi bohaterami, miejscami akcji oraz treścią pierwszego tomu słynnej sagi o młodym czarodzieju. Spójrzmy więc na to wszystko oczami Pani Ałtorki. Dzięki niej możemy odkryć grozę czającą się w murach Hogwartu (reprezentowaną na przykład przez Irytka czy Dumbledore'a), całą prawdę o postaciach (Hermiona była śmiertelniczką!) i zasady rządzące okrutnym, czarodziejskim światem (ach, ci biedni mugole, zamieniający się w wilki!).
Indżoj!
PS Za radą jednej z czytelniczek pogrubiłyśmy nasze komentarze. Czy tak czyta się Wam lepiej?
PS 2 Dorobiłyśmy się fanpage'a, dzięki któremu będziecie na bieżąco - wtyczka facebooka po lewej stronie. : )

Harry Potter: dobry czy zły?, Gabriel Kuby, 
wydawnictwo POLWEN, 2006r. ISBN: 83-89862-48-4

Aktorzy - miejsca akcji
Przy prezentacji bohaterów dokonałam wyboru spośród postaci stworzonych przez autorkę. Jeśli chciałoby się je wszystkie wymienić, byłoby ich 3-4 razy więcej.
3-4? Oj, krucho z matematyką. Ciut więcej.

Nie ma wśród nich żadnej postaci, która stanowiłaby przeciwwagę dla całego opisanego ludku. Także rzekomo pozytywni bohaterowie, jak dyrektor szkoły - Albus Dumbledore, są wyposażeni w wiele satanistycznych symboli i wspierają zło.
O ile nie darzę Dumbledore’a jakąś szczególną sympatią, o tyle posądzanie go o wspieranie zła pozostawię bez komentarza. Pani Ałtorka chyba blogaski czytała, a nie książki Rowling.

1. Główni aktorzy
Harry Potter - sierota „mieszaniec"[zero rasizmu]; mama czarownica z mugolskiej rodziny, tata czarodziej. Jego rodzice zostali zabici zaklęciem przez Voldemorta. Harry nosi na czole bliznę od śmiertelnego zaklęcia Voldemorta, które przeżył. Ma ciągle koszmary, słyszy głosy, które go przerażają i wzywają do zabijania [Eee… co? Ok, Bazyliszek. Ale to tylko niektóre fragmenty „Komnaty tajemnic”]. Jego symptomy pogarszają się z każdym tomem. W tomie piątym zostanie opętany przez Voldemorta i rozwinie się jego podwójna osobowość.
Co się rozwinie? Nie wiedziałam, że Harry ma rozdwojenie jaźni. ;o
Nie no, okej, ale powiem, że w „Więźniu…” to ja „pogorszenia” nie widzę…

Lord Voldemort - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać; czarnoksiężnik;  „mieszaniec". Jest samym złem (vol pochodzi od: voluntas - wola, volo - chcieć; mors - œśmierć: ten, który chce śmierci); zawsze potrzebuje ludzi, którzy pomagają mu w jego intrygach, którzy dzielą z nim swoją duszę.
Przepraszam, pogubiłam się. Kto i kiedy dzielił DUSZĘ z Voldemortem.

Śmierciożercy - zwolennicy Voldemorta.
Mugole - ludzie. 
Bo czarodzieje to zwierzęta.

Pogardliwie przedstawieni Dursleyowie są jedynymi  ludźmi, którzy odgrywają rolę w tej historii.
Szlamy - ich przodkami byli tylko mugole.
Mieszańcy - ich przodkowie byli półczarodziejami, półmugolami.
Prawie dobre sformułowanie.

Czysta krew -  [serial o wampirach na HBO] ich przodkami byli tylko czarodzieje.
Petunia i Vernon Dursleyowie - wuj i ciotka Harry ego; mugole. Dręczą i upokarzają Harry’ego. Odrzucają czary i magię.
Dudley Dursley - syn Dursleyów; kuzyn Harry ego; tłusta „świnia".
Najlepszy opis Dudley’a jaki widziałam. <3

Albus Dumbledore - dyrektor Hogwartu; czarodziej. Jest uznawany za uosobienie dobra.
Ufff, zaczynam się cieszyć, że Pani Ałtorka nie czytała ostatniej części.

Ron - najlepszy przyjaciel Harryego;  „czysta krew". Jest szóstym dzieckiem w rodzinie Weasleyów, które uczy się w Hogwarcie. Wyśmiewany z powodu ubóstwa.
Hermiona - przyjaciółka Harry'ego i Rona; nieczystej krwi, z rodziny mugoli, śmiertelniczka. Chce być wspaniałą czarownicą.
Reszta bohaterów jest nieśmiertelna, no przecież!
Wydaje mi się, że jakby było tylko „z rodziny mugoli” to ludzie by się skapnęli, że nie była czystej krwi…

Hagrid – półolbrzym  (hag - zły, wywołujący przerażenie czarownik); gajowy Hogwartu; przyjaciel dzieci. Jest trochę naiwny, dobroduszny, wierny i lojalny wobec ludzi, których lubi. Jego matka Frydwulfa była znana ze swojej brutalności. Hoduje monstrualne stworzenia, niektóre z nich nawzajem się pożerają.
Phi. Polecam kupić dwa bojowniki i umieścić w jednym akwarium.
Dobra… Nie ma to jak wytknąć, że imię bohatera znaczy "wywołujący przerażenie", po czym dodać, że jest dobroduszny.

Glizdogon - sługa Voldemorta. Dla powstania „eliksiru życia" Voldemorta musi własnoręcznie odciąć sobie rękę.
E tam, nie musi własnoręcznie. Po prostu akurat nie było nikogo w pobliżu, żeby zrobił to za niego.

Draco Malfoy - uczeń z domu Slytherina; „czysta krew"; ,,ultraczarodziej"[*]; syn śmierciożercy Lucjusza; miał za obstawę Ślizgonów Crabbe'a i Goyle'a; wróg Harry'ego.
Crabbe i Goyle nie byli obstawą. Byli przydupasami, to co innego.

Syriusz Black - ukochany ojciec chrzestny Harryego;  „czysta krew"; czarodziej; może zmieniać się w czarnego psa. Został usunięty z Ministerstwa Magii  [skąd? Syriusz z Ministerstwa Magii? A co on tam robił?] za masowy mord [po co wspominać, że był niewinny, prawda?]. Nienawidzi swojej matki. To faktycznie dziwne przy takiej mamuśce jak pani Black.

Profesor Quirrell - nauczyciel obrony przed czarną magią; opętany przez Voldemorta. Na końcu tomu pierwszego ukazuje się jego, dotychczas schowana pod turbanem, tylna głowa jako demoniczna twarz Voldemorta.
Przednia głowa była całkiem w porządku.
Demoniczna twarz? A jak to wygląda?

Profesor Snape - czarodziej; blady, z zakrzywionym nosem, straszny; nauczyciel eliksirów z zakonserwowanych zwierząt, jadowych zębów węży, duszonych ślimaków, szczurzych mózgów, tłuczonych chrabąszczy, pokrojonych niemowląt, które rosną na mandragorze.
Bo najważniejsze w charakterystyce bohatera jest to, z czego robi eliksiry.
Btw. Jakich niemowląt, które rosną na mandragorze? To, że korzeń krzyczał, nie znaczy, że był niemowlęciem. A porównanie wyglądu wzięło się stąd, że korzeń mandragory rzeczywiście ma kształt ludzkiej sylwetki.



Bellatrix Lestrange - œśmierciożerca; oddana bezgranicznie Voldemortowi; kuzynka Syriusza. Uwielbia męczyć zaklęciem Crucio.
Cruciatus,właściwie.

Argus Filch - woźny Hogwartu. Znęca się nad uczniami, chciałby ich bić  „aż do krwi".
Ach, ten Filch.
Ale oczywiście, jeżeli już przy każdym bohaterze rozdrabniamy się nad tym jakiej był krwi, to można było dodać, że jest charłakiem!

Dementorzy - œślepe, wysysające duszę duchy ciemności. Mieli straszną umiejętność:  zmuszali swoją ofiarę do przypomnienia sobie najgorszych chwil w życiu, „by pogrążyła się bezwolnie we własnej rozpaczy..." (IV, 232). Wysysali z ofiary duszę przez pocałunek.
Zanotować! Nie całować się z nikim. Hahahaha.

Profesor Binns - duch; nauczyciel historii magii.
Prawie Bezgłowy Nick - duch, którego głowa wisi na kawałku skóry.
Gruby Mnich - duch. 
Głębokie.
Krwawy Baron - duch.
I tu też. Po tak drastycznych opisach postaci…
Ale to serio dziwne, że nie skomentowała w żaden sposób KRWAWEGO Barona. 

Tiara Przydziału - czarodziejski kapelusz; selekcjonuje na początku roku szkolnego uczniów do poszczególnych domów według ich wyglądu [nie, to raczej nie] i cech. Do „śmierdzącego Slytherinu” są kierowani źli i brzydcy.
O, wypraszam sobie. Malfoy brzydki?

2. Postacie horroru
To zaskakujące, że dementorzy nie znaleźli się w tym podpunkcie.

Irytek- duch; rzucający uroki, złośliwy. Bluźnierczo przekręca kolędy.
Irytek rzucał uroki?

Parszywek - tłusty szczur; czarodziej; maskotka Rona.
To brzmi cudnie, zupełnie jakby była mowa o trzech różnych rzeczach/osobach.
I wcale nie jest Glizdogonem z pierwszej rozpiski postaci.

Smoki różnych gatunków - wszystkie niebezpieczne i wywołujące odrazę.
Bo tolkienowski Smaug to był łagodny jak baranek.

Młode norweskiego smoka kolczastego wykluwały się 
w ogniu. 
Nie wiem, jak wam, ale mnie to do smoka pasuje.

Sklątki tylnowybuchowe – „wyglądały jak zdeformowane, pozbawione skorup homary, okropnie blade i oślizgłe, z mnóstwem nóżek sterczących w dziwnych miejscach. Głowy trudno było zlokalizować" (IV, 210). Ładny ślimaczek, Pani Ałtorko? A przecież też stworzenie boże.

Gnomy - szkodniki ogrodowe, które tępi się przez odgnomianie
Skrzaty domowe - niewolnicy domu [raczej rodziny]. Mają tendencję do zadawania sobie kar.

[Pomijamy kilka istot opisanych w miarę normalnie, ale temu poniżej przyjrzeć się musimy:]

Wilkołak - mugol, który w czasie pełni księżyca zmienia się w drapieżnego wilka.
Normalne u mugola. Ja tak codziennie wieczorami.
Poza tym, biedny Lupin. Całe życie myślał, że jest czarodziejem.

3. Miejsca akcji
Hogwart - angielski zamek, siedziba szkoły magii i czarodziejstwa. Schody same się tutaj przemieszczają, obrazy mówią, drzewa biją. Panuje atmosfera ciągłego zagrożenia, nieufności, grozy, stosowania przemocy, pełnej samowoli przez dowolne używanie czarów i zaklęć.
Co? Facepalm.
Nie, żeby coś, ale Hogwart jest w Szkocji…

Cztery domy Hogwartu - Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. Harry, Ron, Hermiona należą do Gryffindoru. Draco Malfoy należy do Slytherinu,  „gdzie łączy się podstęp ze złośliwymi figlami", gdzie wszyscy czarodzieje i czarownice sąŸźli". Gryffindor i Slytherin walczą ze sobą aż do krwi.
Jak uczniowie przeciętnego polskiego gimnazjum.

Ulica Pokątna - mogą tu chodzić jedynie czarodzieje, aby dokonać zakupu niezbędnych im rzeczy; do czarowania mogli kupić: sowy, szczury, ropuchy, śluz, kły, pazury, oczy żuków, ludzkie paznokcie, podręczniki czarów dla zaawansowanych (z zakazanego działu biblioteki), różdżki czarodziejskie.
Może i się nie znam, ale wydawało mi się zawsze, że z biblioteki książki się wypożycza, a nie kupuje.

Ulica śmiertelnego Nokturnu - dostępna tylko dla czarodziejów, ze sklepami czarnomagicznymi; tu na wystawie znajdują się: zwietrzała ręka na poduszce, zakrwawione karty do gry, gapiące się szklane oko, na ścianach wiszą złe maski, na ladzie leżą ludzkie kości.
Ach, ten klimat na Nokturnie…

Co to może być za historia, która ma taką scenerię i opowiada o takich bohaterach?
Literatura fantastyczna, bardzo popularna, Pani AŁtorko. : )



Tom I: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Czuję, że będzie ciekawie…

Rodzice Harry ego byli czarodziejami. Zostali zabici przez śmiertelne zaklęcie Voldemorta, kiedy był niemowlęciem. [Kiedy Voldemort był niemowlęciem? Rozumiem, że w fanfiction takie błędy, ale żeby w książce?] Voldemort, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, nie może zabić Harry ego, ponieważ matka chłopca z miłości ofiarowała się za syna. Rzucając na Harryego śmiertelne zaklęcie, które do niego wróciło, Voldemort stracił swoją bezpośrednią moc i może działać tylko w ten sposób, że posiądzie ciało i duszę innego człowieka oraz wyssie czyjąś krew, w tomie pierwszym jest to krew jednorożca.



Okej, okej. STOP. Nie, Voldek nie musi pić czyjejś tam krwi. Jednorożec nie był przypadkiem. W świecie Harry’ego, krew jednorożca ma właściwości uzdrawiające (lecz jej stosowanie jest zakazane, by nie krzywdzić niewinnych istot). Dlatego Voldziu pije akurat tę krew – dzięki niej staje się silniejszy.

Aby odzyskać utraconą potęgę, musi wypić krew Harry ego.
Nie. Wcale nie. Zna też inne sposoby, ale jak na razie, nie wypaliły.

Czyni to w czwartym tomie.
Znowu nie. Zostaje wrzucony do eliksiru, gdzie oprócz krwi Harry’ego pluskają sobie kości Toma Riddle’a seniora i ręka Glizdogona.

Harry emu udaje się przeżyć przynoszące śmierć zaklęcie Voldemorta, zostaje mu jednak na czole blizna w kształcie błyskawicy. Ponieważ Harry przeżył zaklęcie, jest znany (i sławny) w świecie magii.
Bo mógłby być znany, a nie być sławny, of course.

Czarodzieje umieszczają osieroconego Harry ego u jego ludzkich [polemizowałabym] krewnych, wujka i ciotki Dursleyów i ich syna Dudleya. Harry dorasta u nich, a później spędza z nimi wakacje. Dursleyowie są źli, ograniczeni i prostaccy. Pierwszy rozdział (w każdym tomie) przedstawia, jak bardzo szykanowany jest Harry w domu wujostwa, przede wszystkim przez swojego kuzyna Dudleya, „różowe prosię".
1. „Różowe prosię” to pseudonim Dudley’a?
2. Pierwszy rozdział tomu pierwszego to rozmowa Dumbledore’a z McGonagall, natomiast tom czwarty rozpoczyna się od snu Harry’ego, który widzi Voldemorta mordującego starego ogrodnika. Kolejny argument wyssany z palca.

 Dursleyowie to mugole, zwykli ludzie w przeciwieństwie do czarodziejów i czarownic. Nienawidząœświata czarodziejów i jego wdzierania się w ich spokojne życie.
Czy to samo nie było w opisie bohaterów?

Mając jedenaście lat, Harry odkrywa w niezwykłych okolicznościach, że jest czarodziejem.
No, sam tego nie odkrywa.

 Za pomocą magicznych œśrodków czarodzieje i czarownice tak przerazili Dursleyów, że ci w końcu pozwalają Harry’emu iść do Hogwartu - szkoły magii i czarodziejstwa.
Akurat Dursley’owie mieli coś do powiedzenia…

Po Harryego przybywa Hagrid, miły, zrzędzący gajowy Hogwartu. Udają się razem do Londynu. Najpierw idą do banku. Hagrid na polecenie Dumbledore'a zabiera zdeponowany tam Kamień Filozoficzny. Kamień zmienia każdy metal w złoto i daje nieśmiertelność. (Powinien się raczej nazywać: „kamień żądzy".)
Nie, nie powinien. Wie Pani, Pani Ałtorko, że kamień filozoficzny to nie wymysł Rowling i nie ona go nazwała? Alchemicy szukają tej legendarnej substancji od wieków.

Hagrid z Harrym kupują na ulicy Pokątnej niezbędne do czarów akcesoria. Są wśród nich: kociołek do eliksirów, śluz, zęby siekacze, pazury, oczy żuków, w tomie czwartym uzupełnione o ludzkie paznokcie (skąd pochodzą, nie wiadomo)
Z dłoni, a jak wiadomo, paznokcie stale rosną, więc…

Najważniejsza jest jednak różdżka. I wtedy dzieje się coś dziwnego: czarodziejska różdżka, którą Harry bierze do ręki, okazuje się „bratem" różdżki Voldemorta, ponieważ w obu jest pióro z ogona feniksa, a posiadał on tylko te dwa pióra.
Oddał, nie posiadał. To różnica. Nie no, nie wierzę, feniks z dwoma piórami. :D

Sprzedawca różdżek mówi do Harryego: Myślę, że możemy się po panu spodziewać wielkich rzeczy, panie Potter... Ostatecznie Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać dokonywał wielkich rzeczy... strasznych, to prawda, ale wielkich" (1,93). Słyszymy: strasznych, ale wielkich"...
Rację chłop ma. Hitler też był zbrodniarzem, ale charyzmy odmówić mu nie można.

Dyrektorem szkoły magii i czarodziejstwa jest Albus Dumbledore. Jest powszechnie uważany za uosobienie dobra: „wszyscy mówią, że Sam-Wiesz-Kto boi się tylko Dumbledorea" (I,270).
W czasie wielkiego święta na rozpoczęcie roku szkolnego uczniowie są przydzielani przez Tiarę Przydziału do poszczególnych domów Hogwartu. Dobrzy, dobrze wyglądający [Neville?], sympatyczni idą do Gryffindoru, niesympatyczni, pospolici i brzydcy[Malfoy?] do Slytherinu. Harry boi się, aby tiara nie odesłała go z powrotem do domu. Boi się odesłania, mimo że tej nocy miał koszmary, „obudził się, zlany potem i drżący ze strachu" (I, 139).
W domu też je miewał.

Podczas uroczystości około dwudziestu duchów przechodzi przez ściany, między innymi Gruby Mnich, Prawie Bezgłowy Nick, Krwawy Baron z „pustymi, bladymi oczami i ponurą twarzą, w szatach zbryzganych srebrną krwią" (1,133).
Baron to miał jednak niezły styl. :D
P.S. A jednak rozpisała się o Baronie.

Harry zaprzyjaźnia się z Ronem i Hermioną. Razem uczą się magicznych praktyk i przeżywają straszliwe, ale fascynujące przygody. Jedną z nich jest gra w quidditcha.
Straszliwa gra w Quiditcha.

Uczniowie latają na miotłach (miotła  Harry'ego to Nimbus [Prawie Gimbus.] Dwa Tysiące"). Celem jest złapanie złotego znicza. Nie ma właściwie żadnych określonych reguł [dlatego powstała o tej grze osobna książka, Quidditch przez wieki], ale za to siedemset  [Pani liczyła?] możliwości popełnienia faulu. Harry zamierza przyczynić się do wygranej jego drużyny, jednak jeden z nauczycieli rzuca na niego klątwę, co o mało nie przeszkodziło w osiągnięciu zwycięstwa.
Ja bym raczej wspomniała, że o mało nie zabiło to Harry’ego…

Harry sądzi, że zrobił to Snape, który go nienawidzi.
Harry, Ron i Hermiona odkrywają, że Voldemort dąży do tego, by powrócić do Hogwartu i objąć znów władzę. Przypuszczają, że potrzebny jest mu w tym celu Kamień Filozoficzny. (Nie jest właściwie oczywiste dlaczego, bo Voldemort posiada już nieśmiertelność i nie cierpi na brak pieniędzy.)
Tak, widać, że Pani Ałtorka przeczytała serię wnikliwie. Jest jasno powiedziane, że dzięki użyciu kamienia, Voldemort będzie mógł odzyskać ciało.

 Przyjaciele odkrywają również, gdzie został ukryty kamień. Dumbledore umieścił go na trzecim piętrze szkoły. Jest strzeżony przez trójgłowego psa Puszka i wiele zaklęć.
Harry lubi łamać reguły szkoły i jest za to upominany z przymrużeniem oka.
Zwłaszcza wtedy, gdy odejmują mu 50 punktów i cały dom jest na niego wściekły, bo o mały włos przegraliby Puchar Domów.

Coraz bardziej podoba mu się w Hogwarcie, chociaż dręczą go coraz straszniejsze koszmary:  „Harry budził się w nocy, dręczony swoim dawnym koszmarem sennym, tyle że teraz było jeszcze gorzej, bo pojawiała się również zakapturzona postać zbroczona krwią" (1,272).
Tę postać Harry spotyka w Zakazanym Lesie, gdy akurat pije krew jednorożca.
Spotkał ją PRZED wspomnianym wyżej snem. Nic dziwnego, że takie straszydło mu się przyśniło.

Harry i jego przyjaciele słusznie domyślają się, że był to Voldemort i błędnie sądzą, że Snape chce mu przekazać Kamień Filozoficzny. Aby to uniemożliwić, Harry ryzykuje życie. Tak to uzasadnia:  „Jeśli Snape dorwie się do Kamienia, Voldemort wróci! Nie wiecie, co było, kiedy już raz próbował przejąć tu władzę? Jeśli teraz tego dokona, w ogóle nie będzie już żadnej szkoły, z której będą mogli kogokolwiek wyrzucić! Zamieni ją w kupę gruzów albo zrobi tu szkołę czarnej magii!" (I, 279).
Harry chce walczyć z Voldemortem, a nie uciekać ze szkoły - z miejsca, gdzie jest dręczony przez nauczycieli, uczniów i koszmary.
Miejsca, gdzie spotkał swych pierwszych przyjaciół i wreszcie został zaakceptowany. Ale dziwne, że nie chce uciekać.
To nic, że jedynym nauczycielem, który go dręczy jest Snape, reszta go uwielbia…
Pragnie uniemożliwić zmianę Hogwartu w szkołę czarnej magii - a przecież Hogwart jest już szkołą, w której naucza się i praktykuje czarną magię.
A gdzie?

[Opispotyczki finału - Quirell kontra Harry. Zadziwiająco mało głupot, za to wieje nudą. Ciach.]


Quirrell, którego Harry słyszał czasem mówiącego do siebie, objaśnia, jak mu się żyje z jego mistrzem: „On jest ze mną wszędzie. Spotkałem go, kiedy podróżowałem dookoła świata. Byłem wtedy głupim młokosem, miałem zupełnie śmieszne poglądy na dobro i zło. Lord Voldemort pokazał mi, jak bardzo się myliłem. Nie ma czegoś takiego, jak dobro i zło, jest tylko władza i potęga... I mnóstwo ludzi zbyt słabych, by osiągnąć władzę i potęgę..." (I, 300). W filmie, dozwolonym od szóstego roku życia, grzmią te słowa w całej sali kinowej.
I nawet sześciolatki wiedzą, że wypowiada je czarny charakter, więc nie należy się do tych słów stosować. To tak jakby oskarżać filmy wojenne o propagowanie przemocy. 

[Kolejny opis. Harry walczy z Quirrellem, zdobywa kamień, Quirrel nie może go dotknąć. Znamy.]

Harry zapada w ciemność. Budzi się w pokoju dla chorych i widzi Dumbledore'a. Pyta go: „dlaczego Quirrell nie mógł mnie dotknąć?".
Odpowiedź powinna brzmieć - ponieważ dotyk Harryego powodował krwawe pęcherze, palił.
Tyle czytelnik zauważył sam. Teraz chcemy wiedzieć DLACZEGO dotyk palił.

Dumbledore mówi jednak: „Twoja matka oddała za ciebie życie. Jedyną rzeczą, której Voldemort nie potrafi zrozumieć, jest miłość. [...] Ta miłość jest w twojej skórze. Quirrell, pełen nienawiści, żądzy i ambicji, dzielący ciało i duszę z Voldemortem, nie mógł ciebie dotknąć właśnie dlatego. Mękę sprawiało mu samo dotknięcie kogoś naznaczonego czymś tak dobrym" (1,308).
Po wzniosłych słowach o miłoœci Dumbledore raczy się ”fasolką Botta" o smaku „woszczyzny z uszu" (I, 310)...
Czy ta informacja zmieniła Wasze życie?

Harry musi spędzić wakacje w świecie mugoli. Złośliwie mówi:  „Oni nie wiedzą, że nie wolno nam wykorzystywać magii w domu. Tego lata trochę sobie poużywam na Dudleyu" (I, 319).
To takie okrutne i nienaturalne, że dręczony przez starszego kuzyna jedenastolatek ma ochotę zrobić mu parę psikusów.

Taka jest treść pierwszego tomu serii o Harrym Potterze. Przedstawiłam tu historię bez interpretacji i analizy. Zrobiłam jedno. Odrzuciłam baranią skórę, w którą ubrał się wilk - beztroska historia o pełnej przygód przyjaźni między Harrym, Ronem a Hermioną.
Związek między trójką przyjaciół stanowi odbicie całkiem normalnego życia uczniów i daje młodym czytelnikom oraz widzom płaszczyznę identyfikacji. Rzekomo niegroźny tom pierwszy pełen jest zaklęć, krwi, magii, straszydeł, groźnych stworzeń, demonicznego opętania, a w końcu bezpośredniego spotkania z diabłem.
Przeoczyłam spotkanie z diabłem, a czytałam „Kamień filozoficzny” dwa razy.

Według wzoru tomu pierwszego zbudowane są pozostałe tomy. Punktem kulminacyjnym każdego tomu jest spotkanie Voldemorta i Harry ego, w którym Harry jest ratowany, a Voldemort znika, by pojawić się w następnym tomie.
Czyżby Pani Ałtorka ominęła „Więźnia Azkabanu” w swej podróży przez magię?

W czterech pierwszych tomach Harry walczy (pozornie) przeciw powrotowi Voldemorta, ponieważ uważa, że Hogwart może zostać zamieniony w to, czym już jest - w szkołę czarnej magii. Przez cały ten czas Voldemort działa przez opętania. W tomie czwartym podczas rytuału na cmentarzu udaje się Voldemortowi wypić krew Harry ego, której potrzebuje, aby utwierdzić swoje panowanie. Pomimo że napięcie jest budowane przez całe cztery tomy, w tomie piątym nie dzieje się nic nowego: ani Hogwart nie zostaje zrównany z ziemią, ani nic nie zmienia się w szkolnym dniu pełnym czarnej magii. Jedyną różnicę stanowi to, że to sam Harry zostaje opętany przez Voldemorta.
Nie ma żadnych masowych ucieczek z Azkabanu, ministerstwo nie ingwiluje Hogwartu, dementorzy nie pałętają się po mugolskich dzielnicach, a Zakon Feniksa nie wznawia działalności. Co to to nie.

Tom pierwszy traktuje opisywany świat jako niegroźny, ale metoda jest tu już widoczna. Pytanie o metodę służy wyjaśnieniu, nie dotyczy prawdziwych zamiarów autorki, bo te pozostają jej tajemnicą. Jest jasne, że wyrafinowana inteligencja dzieła polega na systematycznym dezorientowaniu, czym jest dobro, a czym zło, poprzez długie przyzwyczajanie do tego, co straszne, wzbudzające wstręt, przez fascynację magią i jej upowszechnienie. Czy jest to tylko produkt uboczny tego dzieła? Niech czytelnik sam to osądzi.
Odpowiedź  jest istotna. Ważne, by zdecydować, czy duchowa strawa, którą „Harry Potter” serwuje młodym na całym świecie, czyni zdrowym, czy chorym, wolnym, czy zależnym, budzi nadzieję, czy strach. 
Z tymi dylematami pozostawiamy Was, drodzy czytelnicy, do następnej analizy.

Pozdrawiają Was Mika, lecąca na swoim Gimbusie po kamień żądzy, Fangholder tuląca do snu niemowlę z mandragory i  StrawCherry z nudów zamieniająca się w wilkołaka. A Wiera przeprasza za nieobecność, ale upiła się krwią jednorożca. 


poniedziałek, 31 marca 2014

9. Rowling podstępną inteligencją - Harry Potter: dobry czy zły? cz. I

Kochana Czytelniczko, Kochany Czytelniku!
Przepraszamy Was bardzo za brak analizy w ubiegłym tygodniu. Ponadto informujemy, że chyba przerzucimy się na poniedziałki. Tak, zdecydowanie od teraz analizy będą ukazywały się w poniedziałki. 
Dziś jednak mamy dla Was coś specjalnego: analizę prawdziwej (wiecie, z okładką i takie tam) książki. Ba! Książki, która sama podobno jest analizą. Jej autorka, pani Gabriel Kuby, usiłuje nam udowodnić jak zła jest saga "Harry Potter". I o ile rozumiemy, że ktoś może serii Rowling nie lubić, a nawet uznawać ją za niemorlaną itp. (choć to akurat trudno zrozumieć), Pani Ałtorka w swojej publikacji podaje argumenty nietrzymające się kupy, myli fakty i właściwie sprawia wrażenie osoby nie bardzo wiedzącej o czym pisze. Zapraszamy!

Harry Potter: dobry czy zły?, Gabriel Kuby, 
wydawnictwo POLWEN, 2006r. ISBN: 83-89862-48-4

Kochana Czytelniczko, Kochany Czytelniku, wzięliście Państwo tę książkę do ręki, ponieważ szukacie odpowiedzi na pytanie: czy Harry Potter jest dobry, czy zły?
Od samego początku karmienie kłamstwem. Wzięłam tę książkę do ręki, żeby się pośmiać!
Ja wzięłam, bo lubię poznawać opinie ludzi o poglądach innych niż moje. Ale wolałabym jednak, by ci ludzie mieli argumenty. Sensowne.
A ja wzięłam te książkę do ręki  bo... eee... nie miałam nic do czytania na wycieczce. Każdy powód dobry.

Ważne jest znalezienie tej odpowiedzi, ponieważ Harry Potter nie jest zwykłą książką, jedną z wielu spośród szerokiej oferty mediów.
Jest. Tyle, że osiągnęła ogromny sukces. Uh.
Psst, nie. Nie rozumiesz zupełnie.  „Harry” to taki nowy Necronomicon.

Harry Potter jest długofalowym projektem kulturowym, który wywiera wpływ na całe pokolenia i przez to staje się społeczną rzeczywistością.
Co jest bardziej zaletą niż wadą.
Próbuję ogarnąć co to znaczy, że „Harry Potter” staje się „społeczną rzeczywistością”. W sensie, ludzie zaczęli czarować? Rekrutacja na nowy rok szkolny do Hogwartu ruszyła?
A co? Nie dostałaś swojego listu?
No właśnie nie. A czekam tyle lat. Może Ministerstwo Magii przechwyciło?

Harry Potter przekracza wszelkie granice, realizuje swoje dzieło na całym świecie, wszędzie tam, gdzie czyta się książki i ogląda filmy. Nigdy wcześniej od czasu wynalezienia druku nie osiągnięto takiego sukcesu.
A prąd? A silniki? Kolej? Cokolwiek? Ktoś tu nie zna historii? Od czasu wynalezienia ruchomej czcionki Gutenberga na świecie pojawiło się wiele wynalazków, których „sukces” trwa po dziś dzień.
Dodałabym internet, dzięki któremu dowiedziałam się  o tej cudnej książce.
Ekhm… A BIBLIA?
Myślę, że tej Pani chodziło o co innego, ale… Cicho, to nadal nie ma sensu.

Jeśli ktoś nie chce pozostać obojętny na to zjawisko, powinien znaleźć odpowiedźŸ na pytanie zawarte w tytule mojej książki.
Spróbujmy.

Pytanie o dobro i zło jest uważane w naszych czasach za zbędne i przestarzałe.
Eeee… nie?
Czuję się jakbym czytała gimnazjalną rozprawkę. Niby rozwinięte zdania są. Argumenty też jakieś będą. Ale fakty dosyć z dupy.
Czytałam już o wiele porządniejsze gimnazjalne rozprawki.

Rzeczywistość, w której żyjemy, nie troszczy się o to.
Dziwnym by było, gdyby RZECZYWISTOŚĆ troszczyła się o cokolwiek. Ale wydaje mi się, że ludzie się troszczą. Czasem.
Rzeczywistość nie troszczy się o podział na dobro i zło, chlip, chlip. Witamy w prawdziwym życiu!

 Możemy przymknąć oczy na łatwe do przewidzenia skutki naszego działania. Nie unikniemy jednak cierpienia z tego powodu.
Lub radości.
Lub zainteresowania.
Przysięgam, że zaczynam tracić wątek.

Samo postawienie pytania stanowi już akt wymierzony przeciw globalnej potteromanii.
Prawie egzystencja absurdalna.

Warunkiem niedorzecznego uzależnienia się od Pottera jest to, że takie pytanie nie zostało postawione.
Ufff, jestem zdrowa.

Ja już teraz udzielę na nie odpowiedzi - Harry Potter jest zły.
Jako, że uzyskaliśmy odpowiedź, tutaj powinniśmy skończyć.
I proszę. Książka zamyka się w 13 zdaniach… (tak, liczyłam)
Oook, mniej cierpliwi czytelnicy mogą zakończyć na tej części. Proszę rozejść się do domów!

Skutki będą katastrofalne. I stoję oszołomiona przed rozmiarem zaślepienia.
Polecam zakup dobrych okularów. Lub nie patrzeć prosto w Słońce.
Chwila, co? Stoi przed rozmiarem?

Jeśli Państwo i wasze dzieci zachwyciliście się Harrym Potterem i nie chcecie psuć sobie przyjemności, odłóżcie moją książkę.
Zaryzykuję.
To po co ją piszesz, skoro Ci, których nie zachwyciła, nie będą go bronić?
Psuć przyjemności? Ja się coraz lepiej bawię.

Myślicie: tak wielu ludzi nie może się przecież mylić! Naprawdę nie?... 
Właśnie! Kopernikowi też nie wierzyło tylu ludzi!
A jednak miał rację.

Czy Harry Potter ma być historycznym precedensem, aby interesy zyskania miliardów zmotywowały miliony miłośników Pottera do czynienia dobra?
To społeczeństwo tak się ukształtowało, że za kulturę się płaci, więc po co wypominać zarobki?
Od kiedy czytanie książek młodzieżowych ma kogoś motywować do czynienia dobra? Znaczy, pewnie – to jest zazwyczaj jeden z aspektów, ale one mają być przede wszystkim interesujące. A moralizowanie? To sobie średnio przypominam.

Proszę, Szanowny Czytelniku, załóż się przed przeczytaniem tej analizy, że masowy ruch Harryego Pottera skieruje społeczeństwo ku dobru. Czy naprawdę chodzi o nieszkodliwą, obojętną rozrywkę?
No przecież nikt nie wyjdzie z różdżką na ulicę i nie zacznie uprawiać magii. Myślałam, że czasy wiary w czarownice mamy już za sobą.
Oczywiście, że nikt nie wyjdzie. Mugole zobaczą!
Bo wcale ta książka nie mówi również o miłości i przyjaźni?
Nie. Ja sobie przynajmniej nie przypominam.

Jeśli pomimo sympatii, którą odczuwacie Państwo dla Harryego Pottera, jesteście gotowi postawić pytanie o dobro i zło oraz poświęcić trochę czasu, aby posłuchać głosu „wołającego na pustyni", chciałabym wyrazić swoje uznanie.
Powinna Pani.
Czujecie się docenione?
Uznanie od Pani Ałtorki.  +10 do sławy.

Niewielu ludzi chce sprawdzić słuszność pozycji, z którą zgadza się zdecydowana większość. Pojawia się bowiem ryzyko odrzucenia, a niemal niczego bardziej nie obawia się człowiek, jak izolacji we własnej grupie.
Polemizowałabym.

Proszę nie robić sobie żadnych wyrzutów, jeżeli podacie Państwo w wątpliwość przyjemność czytania Pottera. Kryje się za tym wielka, podstępna inteligencja.
*.*
Rowling, ty podstępna inteligencjo! Wait. To miało kogoś obrazić?
Chyba nas…

Jeśli nie jesteście pewni, jak oceniać ten fenomen, proszę kontynuować lekturę.
Jak sobie Pani życzy, Pani Ałtorko.
No co ona nas tak długo trzyma w niepewności! Czas na konkrety.

Być może odczuwacie niechęć do bycia biernym i manipulowanym uczestnikiem. Wtedy wskazane byłoby poznanie nowego spojrzenia, które kłóci się z totalnym, jedynym „słusznym" przekonaniem. Jeżeli wyrobicie sobie Państwo swój własny osąd, przysłużycie się pluralizmowi, który uważa się za podstawę demokracji.
Za podstawę demokracji uważa się wolność, równość i sprawiedliwość.
Mam stworzyć swój własny osąd na podstawie osądu Ałtorki… Czy to wtedy nie będzie jej osąd a nie mój?
I pamiętajmy że, totalne, jedyne przekonanie jest ZAWSZE błędne.

Jeśli budzi w Was odrazę i oburza magiczny świat Harry’ego Pottera, świat ideologii rasistowskiej i ofiary krwi, przemocy i grozy, wstrętu i terroru, ciągłego zagrożenia i opętania, to znajdziecie tu analizę, która pomoże Państwu popłynąć pod prąd i chronić Wasze dzieci.
Czy Pani Ałtorka nie pomyliła przypadkiem „Harry’ego Pottera” z obozami koncentracyjnymi?
Łatwo się pomylić, przyznaj.
W takim razie powinniśmy zrezygnować z edukacji, ponieważ tam uczymy się o rasizmie, prześladowaniach itd. Może kogoś to zafascynuje i przejmie władzę nas światem? Proszę Państwa…

 Nie jest to łatwe. Żyjemy jednak w czasach, kiedy musimy zadecydować.
Faktycznie, bo przecież we ‘wszystkich poprzednich czasach’ decydować nie trzeba było o niczym! A już na pewno nie o tym co złe, a co dobre. Wtedy rzeczywistość wybierała za nas.

To dla Państwa napisałam tę książkę. Przedstawiony tu tekst jest rozwinięciem mojego wkładu do książki: „Harry Potter” - ”Władca pierścieni". Konieczność rozróżnienia, którą napisałam wspólnie z Michae-lem Hagebóckiem. Książka ta ukazała się w listopadzie 2002 roku, a jej nakład został szybko wyczerpany.
„Samochwała w kącie stała…”
Ludzie zapewne nie wiedzieli, co robią.
Albo nakład był skromny.
A może Pani Ałtorka wykupiła większość egzemplarzy? To chyba dosyć prawdopodobna opcja.

Duch fantasy w obu analizowanych dziełach jest zupełnie różny. J. R. R. Tolkien był praktykującym katolikiem, chciał w nowy sposób wskazać człowiekowi drogę między dobrem a złem, między pokusą a wolnym wyborem dobra. J. K. Rowling jest - to przynajmniej można stwierdzić z całkowitą pewnością - ateistką. Posiada ona nieograniczoną fantazję, dzięki której tworzy œświat, w jakim rządzi zło.
Pamiętajmy – jeśli człowiek ma fantazję, to jest ateistą. Bóg przecież nie pozwala mieć fantazji, wyobraźni.
Ekhm… pamiętajmy #2 – jeśli tworzysz coś przy pomocy fantazji, tworzysz ZŁO
Aż mi się przypomniał kawałek o książki o Lechu Kaczyńskim którą ostatnio czytałam. Ałtor chcąc podkreślić że Lech jest be, wspomniał o tym, że jego matka nie chodziła do kościoła. Paranoja, moi drodzy.
Czytałaś książkę o Lechu Kaczyńskim?

Harry Potter wprowadza czytelnika do zamkniętego świata strasznych potworów [bo orkowie we „Władcy Pierścieni” to takie misie-pysie kochane, nie mówiąc już o Nazgulach][Melkor – największy mysiu pysiu], umazanych krwią duchów, złych i lubiących dręczyć nauczycieli [to akurat rzeczywistość, tylko metody dręczenia inne], przejmujących grozą uroków i zaklęć. Świata, z którego nie ma wyjścia i co gorsza - nikt tego wyjścia nie szuka. Harry i jego przyjaciele niczego nie boją się bardziej, jak tego, że mogliby zostać wyrzuceni z Hogwartu - szkoły magii i czarodziejstwa.
Mnie też najbardziej przeraża widmo wyrzucenia ze szkoły.  A nie przypominam sobie żebym ostatnio rzucała jakieś zaklęcia.
Och, jak oni mogą nie chcieć być wyrzuconym ze szkoły!
Pamiętajmy, że w hierarchii Hermiony nauka stała wyżej niż życie…

W duchową pustkę społeczeństwa, w którym chrześcijaństwo utraciło swoją kształtującą siłę, wlewa się wartko niczym górski potok magia w formie czarów, czarnoksięstwa i satanizmu. Wystarczy spojrzeć do internetu, aby się o tym przekonać.
Fan art – zło najwyższe.
Fanfiction – pomiot diabła.
Wy się śmiejecie, a ja osobiście uważam że fanfiction to często pomiot diabła/zło najwyższe.
Popieram.

Czy chcieliby Państwo tego? Chcieliby Państwo, aby następna generacja stanowiła podatny na to grunt? Także Państwa dzieci? Także Państwa uczniowie? Także Państwa wspólnota parafialna?
O nie, tylko nie moja wspólnota parafialna!*rozpacza?*. Nie no, żeby nie było. Nie nabijam się w tym momencie z kościoła, bo jestem osobą wierzącą, ale logika Pani Ałtorki to już chwilami czysty fanatyzm. Czy ja mam decydować za dorosłych ludzi? Zakazać im czytania Pottera?
Ej, no ale jak tak patrzymy, to połowa lektur posiada świat magiczny, więc *patrzy z nadzieją* nie będziemy ich czytać?
Zgadza się. Nie będziemy czytać zwłaszcza „Wesela”.

 Nawet jeśli wiara chrześcijańska (już) nic dla Państwa nie znaczy, pozostaje nadal postawione na początku pytanie, na które dobrze byłoby znaleźć odpowiedź.
Przecież Pani ją podała. W szóstym akapicie książki.

Trzynaste zdanie...

Potok bowiem przybiera na sile.
https://www.youtube.com/watch?v=LILXgORnHdI

Jeżeli chcecie Państwo wyrobić sobie zdanie na temat tego, co znajduje się w piątym tomie Harry'ego Pottera, proszę przeczytać streszczenie z komentarzem. Pomoże ono Państwu podjąć świadomą decyzję, czy chcecie Państwo kupić kolejny tom serii J.K. Rowling, czy też nie.
No nie. Spoilery na sam początek? Cios poniżej pasa.
A jeśli już wiem, że chcę kupić? Albo co gorsza, kupiłam?
A co jeśli mam dwie następne? :O



Gabriele Kuby wrzesień 2003 
 Książka ”Harry Potter" - dobry czy zły? została opublikowana przed ukazaniem się niemieckiego wydania piątego tomu Harryego Pottera.
Co? Przed chwilą czytaliśmy, że znajdziemy ty streszczenie piątego tomu. 

 Obecnie można by postawić to pytanie w odniesieniu do szóstego tomu. (przyp. red.)
Na miejscu Pani Ałtorki wstrzymałabym się z tą książką przed ukazaniem się całej serii, ale widać kobiecina nie wytrzymała tego wszechobecnego zUa.


Harry Potter jest wszechobecny. 
O, właśnie! 

Jeszcze żadna książka ze wszystkimi swoimi multimedialnymi dodatkami nie osiągnęła takiego sukcesu.
Bilblia. I słusznie.

[Suche informacje o tym, jak to początkowo żadne wydawnictwo nie chciało wydać "Harry'ego Pottera", a ostatecznie seria odniosła ogromny sukces. Ciach, bo statystyki znaleźć nietrudno.]

Autorka Harry ego Pottera, J. K. Rowling, w 1996 roku była samotną matką, otrzymującą zasiłek z pomocy społecznej. [Wykluczenie społeczne…] W ciągu zaledwie kilku lat stała się najbogatszą kobietą w Anglii. [Wydaje mi się, że na tym to polega. „od zera do milionera”.] Jej majątek szacuje się na 400 milionów euro. [dane na 2003r – przyp. red.]
A te informacje przy omawianiu treści książki służą…?

 W Niemczech 93% dzieci w grupie wiekowej 8--12 lat zna tę autorkę.
Faktycznie mroczne.

Co trzecie dziecko z tej grupy czytało Harry'ego Pottera. Pięć tomów, łącznie prawie 3000 stron, zalało w 2003 roku rynki œświatowe. Angielski nakład premierowy piątego tomu wynosi 13 milionów. Każdy księgarz, który nie chce wypaść z interesu, musi podpisać umowę, w jakiej zobowiązuje się, że nie przeczyta książki aż do ustalonej minuty. W ten sposób upada etos pracy księgarza.
Etos pracy księgarza? Seriously?

Każdy kolejny tom jest coraz bardziej obszerny.
Czepnęłabym się, ale książka powstała przed szóstą i siódmą częścią Pottera.

 Rowling potrafi pokolenie odwykłe od czytania utrzymać przy niemal 1000 stronach!
To chyba dobrze, no nie? Wiele osób właśnie dzięki tej sadze zaczęło czytać.
Dobra, okej, źle, że czytają Pottera czy źle, że w ogóle czytają?

Harry Potter stał się w szkołach lekturą obowiązkową.
Nie wiem jak w niemieckich, ale w polskich nielicznych.

Wiele dzieci musiało przeczytać Pottera, ponieważ ich umiejętność poruszania się w magicznym świecie podlegała ocenie.
Hę? Miałam na przykład za lekturę „Krzyżaków”, ale ocenie nie podlegała na przykład umiejętność poruszania się po średniowiecznym zamku albo, nie wiem, gospodzie „Pod lutym turem”.

Klasy od szóstego roku życia chodziły obowiązkowo na filmy.
Ok, to przegięcie. Sześciolatkowi bym tego filmu nie puściła. Aczkolwiek myślę, że rodzic mógł nie wyrazić zgody…

Organizowano przyjęcia, nocne czytania. Na przykład prowadzone przez CDU Ministerstwo Oświaty Saary zaprosiło dzieci, które leżąc na izomatach na ziemi, w nocy słuchały czytanego im na głos Harry'ego Pottera.
*_* Też chcę!
Strawcherry! Co Natanek powie?
Że coś się dzieje!

Poważne wydawnictwa podręcznikowe oferują dodatkowe materiały o Potterze dla nauczycieli.
Żeby sagę zrozumieli i nie opowiadali takich głupot, jak Pani Ałtorka. Mądrze.

Oznacza to, że Harry Potter jest długofawym projektem zmieniającym kulturę.
Literatura w jakimś celu jest w końcu tworzona, nieprawdaż?

Przeniknął on do najdelikatniejszej tkanki społeczeństwa. Nie tylko do materialnej, także do niematerialnej. Przykrywa czarodziejskim kapeluszem [Tiarą Przydziału?] naukę i zabawę, fantazję i marzenia dzieci, ich duszę i kładzie swoją rękę na wszystkim, co dzieci mogą kupić i konsumować. ”Każde  dziecko będzie znało jego imię!" (I, 18) - ta przepowiednia z początku historii ma szansę się spełnić.
;o

Bandera, pod którą żegluje po świecie Harry Potter, jest nazywana „zajmującą, interesującą literaturą dla ludzi młodych". Dzięki Rowling nasze dzieci znowu czytają! Ale co czytają? Czy jest to duchowy produkt tylko dlatego, że został zaklasyfikowany jako rozrywka? A może neutralny jeśli chodzi o wartości? Między dobrem i złem? Czy w ogóle istnieje w życiu człowieka kraina do nikogo nie należąca, pomiędzy dobrem a złem?
Szkoda, że nie zauważa Pani, że po przeczytaniu Pottera młodzi ludzie nie zamykają się na inne gatunki. Sama czytam książki niemal od zawsze, ale faktycznie od czasu „Harry’ego” częściej i więcej. To źle?

Pod każdym względem narzeka się, że baza wartości społeczeństwa stała się krucha. Każde wydanie wiadomości informuje nas o globalnym upadku wartości: wojna, terror, przestępczość, korupcja. Gdzie nie spojrzeć - rozwody, aborcja, bezrobocie.
Wina Pottera?
II WŚ – Wina Rowling?

Statystyki ukazują wzrost strachu, depresji, spożycia narkotyków, przestępczości, przemocy i samobójstw nieletnich. Wygląda to tak, jak gdybyśmy my ludzie podjęli niewłaściwą decyzję, jak gdybyśmy już nie wiedzieli, co jest dla nas dobre, a co złe. Czy nie straciliśmy punktu odniesienia? Subiektywnie pojmowana wolność i tolerancja stały się najważniejszymi wartościami. Kto sądzi, że istnieje niezaprzeczalna prawda, z której wynikają obowiązujące zasady moralne, zostaje uznany za „fundamentalistę". Mimo że zachodzące procesy społeczne powinny speszyć szyderców...
Fundamentalista to jakaś obelga?

Pojawiają się zatem pytania: Jakie wartości upowszechnia „Harry Potter”.
Przyjaźń, honor, miłość, odwaga, wiara w siebie… Wymieniać dalej?

Jakie głosi przesłanie? Jaką metodą się posługuje? W jakim kierunku Harry Potter wiedzie społeczeństwo?
Na szczęście w przeciwnym niż Pani Ałtorka.

Zamiast „Harry Potter" można byłoby postawić tu „J. K. Rowling", ponieważ Potter jest tworem jej prowadzącej do zguby wyobraźni.
Otóż nie. Książka ≠ autor. Główny bohater ≠ autor.

 Nie będę jednak zajmować się autorką, bo nie jest możliwe dowiedzieć się, co stanowi prawdziwe źródło jej twórczości.
Zerknijmy na zdanie powyżej. Gdzie się podziała logika?

Można jednakże rozpoznać je po owocach - i po owocach tych owoców.
A także owocach owoców tych owoców.

Rozróżnianie duchów jest bardzo ważne dla każdego, kto to życie uznaje za próbę wytrzymałości i nie chce dać się ponieść megatrendowi. Zalecane jest ono tym, którzy w jakiś sposób ponoszą odpowiedzialność za następne pokolenie -jako rodzice, nauczyciele, wychowawcy, księża. Co robić, gdy Potter jest wychwalany ze wszystkich stron? Przez krytyków literatury i teologów, przez ministrów, księży, nauczycieli, przez kolorowe gazety i gazetki parafialne?
Słuchać Pani Ałtorki, której argumenty są inwalidami z pierwszą grupą?

Harry Potter wielbiony jest jako „mit dziecięcia Bożego" [przepraszam, co?], jako „przygotowanie do Ewangelii"[podwójne: CO?], jako „punkt orientacyjny w walce dobra ze złem", jako „pomoc w odnalezieniu się młodego człowieka", a także jako „wielka literatura"...
Ostatnio nawet sądzi się, że Watykan dał „zielone światło" Potterowi. Ale to nieprawda. Chodzi tu tylko o prywatną opinię członka Papieskiej Rady do Spraw Kultury.
Czyli osoby z Watykanu. Kompetentnej osoby.

Podczas jednej z konferencji prasowych, zwołanych w związku z przedstawieniem dokumentu o New Age Jezus Chrystus dawcą wody żywej, o. Peter Fleetwood został zapytany o opinię na temat Harry'ego Pottera. Jego odpowiedź brzmiała: „Jeśli dobrze rozumiem intencje autorki, to jej książki pomagają dzieciom odróżnić dobro od zła". Peter Fleetwood wyjaśnił mi, że tytuł, jakim opatrzono jego wypowiedź, Watykan daje zielone światło „Harry 'emu Potterowi" jest zwykłym trikiem samowoli dziennikarskiej.
Z Fleetwoodem się zgadzam.

Głosów ostrzegających jest niewiele. Pojawiła się informacja o ewangelikach, którzy spalili książki o Harrym Potterze.
Yyy… to ma być zachowanie godne naśladowania? Czy Pani Ałtorka nie mówiła chwilkę wcześniej o demokracji?


 Dyrektor jednej ze szkół w Australii zakazał czytania Harry'ego Pottera. Reinhard Franzke, profesor pedagogiki w Hanowerze, pokazał, jak bardzo Potter przystaje do nowej fali pedagogiki New Age, której zamiarem jest zniszczenie chrześcijaństwa w sercach młodzieży.
Przeczytałam Pottera, nadal jestem chrześcijanką. Coś ze mną nie tak?


Komu wierzyć?
Z pewnością nie tej książce.

Badania z zakresu psychologii społecznej na temat manipulacji przy postrzeganiu udowodniły: jeśli w jakiej
œ wyizolowanej sytuacji grupowej wszyscy za wyjątkiem jednej osoby widzieli brązowe butelki jako zielone, to po jakimś czasie i ta jedna osoba była przekonana, że brązowe butelki są zielone. Kiedy o tym usłyszałam, jeszcze będąc studentką socjologii, postanowiłam, że brązowe będzie brązowe, a zielone - zielone.
Zaprzeczę badaniom, będę zawsze rozróżniać kolory!


Ważnym warunkiem widzenia rzeczy takimi, jakimi są, jest odmowa za cenę akceptacji społecznej. A to znaczy: umiejętność rozróżniania duchów jest cenę, która dla wielu jest zbyt wysoka. Gotowość, aby sprzeciwić się otoczeniu, w tym także ludziom bliskim ich sercu, jest dla dzieci rzeczą prawie niemożliwą.
Tak, dzieci to są takie istotki, którym sprzeciw jest zupełnie obcy. Zawsze robią to, o co się ich poprosi.


Przeczytałam wnikliwie książki o Harrym Potterze [hi hi, zaraz się przekonamy], aby rozpoznać znaki czasu. Dla tych czytelników, którzy nie znają tych książek, przedstawię głównych bohaterów historii i główny wątek akcji.
Znam, ale jednak się skuszę.


 Schemat wciąż to nowych wariacji „magicznego horroru" jest w każdym tomie taki sam.
W następnym rozdziale znajdziecie Państwo krótki opis historii z pierwszego tomu. Wyczerpujące przedstawienie treści piątego tomu z komentarzem znajdziecie Państwo w rozdziale szóstym.
Prezentuję historię szczegółowo, ponieważ w wielu pozytywnych interpretacjach przemilcza się straszną, wywołującą odrazę treść książki.
Ci, którzy wybielają - często wykształceni teologowie - poprzez zaskakującą intelektualną akrobatykę tracą z oczu to, co stoi czarno na papierze.
Phi, co mogą wiedzieć wykształceni teologowie.


Jeśli zna się treść, a unika wejścia w trans [czego?], staje się ona jednoznaczna. Przedstawione szczegóły nie występują sporadycznie w tekście. Nie chodzi tu o nagromadzenie detali, by dać fałszywy obraz. Przeciwnie, są one tylko zaznaczeniem grozy, wstrętu i strachu, poruszającej atmosfery szkoły magii i czarodziejstwa.
Zarówno przy przedstawianiu bohaterów, jak i akcji musiałam dokonać wyboru. Do tej pory na 2833 stronach nie było żadnej sceny, która byłaby naprawdę pozytywna, zdrowa, wesoła, pełna nadziei.
To ja już nie wiem, co Panią Ałtorkę może rozweselić…



Wszystkie drzwi otwierają się do coraz to nowych pokojów grozy. 
Odtworzymy te drzwi już za dwa tygodnie, przy okazji następnej analizy. Jesteście na to gotowi? To do zobaczenia!

Pozdrawiają Was Mika, polemizująca z teorią Kopernika, Fangholder, dopisująca na Westerplatte "i Harry'ego Pottera" do "Nigdy więcej wojny", Wiera, tuląca pluszowego Melkora i StrawCherry, paląca w kominku swój regał z książkami.
GRY